Tyler rozmawiał przez telefon już dosyć długo, a
ja ciągle myślałam o tym czy może nie powinnam tam wrócić, im dłużej się
zastanawiałam tym bardziej byłam pewna, że tego chcę, nabierałam pewności, że
to słuszna decyzja. Wszystkie piękne chwile, które razem spędziliśmy stawały mi
przed oczami. W końcu nie wytrzymałam, wybiegłam z samochodu i pobiegłam na
czwarte piętro, kiedy stanęłam przed drzwiami mieszkania serce waliło mi jak
oszalałe, miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy. Nacisnęłam na klamkę i weszłam do
środka, on siedział smutny na kanapie, kiedy pojawiłam się wstał, a ja
patrzyłam na niego tak jak kiedyś, po chwili wpiłam się łapczywie w jego usta.
On był oszołomiony, najpierw całował delikatnie, z nieśmiałością, dopiero potem
stał się zachłanny, jakby chciał się nacieszyć tym, że tu jestem. Po długiej
chwili oderwaliśmy się od siebie. Na twarzy chłopaka malowała się niepewność
pomieszana z radością.
-Nie spodziewałem się, że coś takiego może mnie
jeszcze spotkać…
Przerwałam jego słowa kolejnym pocałunkiem, nie
chciałam, żeby znów przepraszał. Kiedy przestaliśmy powiedział:
-Kocham cię. Dziękuję.
-Ja ciebie też kocham.
Usiedliśmy na kanapie, a Isaac niepewnie objął
mnie ramieniem, miałam wrażenie, że boi się, że go odrzucę, ale nie miałam nic
przeciwko temu, wtuliłam się w niego mocno. Cieszyłam się jego obecnością,
której tak bardzo mi brakowało. W tym momencie byłam szczęśliwa, nie myślałam
już o przeszłości liczyło się tylko to co tu i teraz. Kiedy siedzieliśmy w
swych objęciach…..
-Len, Len! Wstawaj śpiochu. Jesteśmy już na
miejscu.
Jakiś głos brutalnie przerwał mi to co wydawało
się być takie prawdziwe. Więc to tylko sen. Byłam rozczarowana, przecież
wszystko było takie realne. Chyba podświadomie marzyłam o tej chwili by znów
mieć go przy sobie, by móc tak po prostu go przytulić czy pocałować, żebym
mogła choć przez małą chwilkę poczuć jego bliskość.
-Co? – zapytałam zaspana.
-No jesteśmy już u Tylera. Przespałaś całą
drogę, ale teraz już czas wstawać. Titi czeka na nas na górze.
-Jejku, dobra już idę.
Zabraliśmy moje rzeczy i poszliśmy na górę,
gdzie promiennym uśmiechem przywitał nas tyler.
-I jak tam mała, trzymasz się jakoś?
-Nie wiem Titi, nic nie wiem – odpowiedziałam.
-Co jest? Jest jeszcze gorzej? – zapytał
troskliwie.
-Tak, bo wiecie ja go naprawdę nadal kocham, ale
też nienawidzę za to co zrobił. Chciałabym z nim znów być, ale nie umiem. Wiem,
że nie będę potrafiła mu już zaufać.
-To beznadziejna sytuacja – dorzucił jeszcze Hoechlin
i obaj mnie objęli. Siedzieliśmy sobie tak i siedzieliśmy już dłuższą chwilę,
którą przerwał telefon do Hoechlina, spojrzał tylko na wyświetlacz i odrzucił
połączenie. Widziałam, że coś jest nie tak, Titi chyba też to czuł, bo spojrzał
na mnie znacząco, a potem zapytał:
-Nie odbierzesz?
-Nic ważnego – odpowiedział Hoechlin – Oddzwonię
potem – dodał.
-Jak uważasz – powiedział Titi.
Zaproponowałam żebyś my obejrzeli jakiś
film, Tyler nie miał nic przeciwko, ale Titi
miał za godzinę trening i pomysł mu się nie spodobał. Chciałam coś zrobić, żeby
chociaż na chwilę móc oderwać się od tego wszystkiego, od tych głupich myśli,
nie miałam już na to wszystko siły. Posey zauważył, że nie mogę sobie z tym
poradzić, on znał mnie doskonale, zawsze wiedział o co mi chodzi, zresztą
Hoechlin to samo, przed nimi nic nie da się ukryć. Zaproponowali, żebyś my
zagrali w Twistera. Super, ja i dwóch wielkoludów na jednej małej macie. Jednak
nie miałam wyjścia, bo gdy takich dwóch jak oni zaczną cię przekonywać to nie
masz wyjścia musisz się zgodzić. Tak też zrobiłam. Zaczęliśmy grać. Na początku
było łatwo, ale potem zaczęli przybierać tak dziwne, pozy, że nie mogłam
przestać się śmiać, pierwszy raz od kilku dni tak dobrze się bawiłam.
-Haha, przegrałeś! – krzyknęłam do Posey’a.
-Wcale nie, nie dotknąłem planszy! –
odpowiedział udając focha.
-Wcale tak! Widziałam Kocie. Przegrałeś mała
fajtłapo! – zaczęłam się śmiać.
-Ooo nie, nie będziesz mnie nazywać fajtłapą! –
krzyknął i spojrzał porozumiewawczo na Hoechlina, który złapał mnie i zarzucił
sobie na ramię, a potem rzucił na kanapę. Obaj zaczęli mnie łaskotać, a ja nie
mogłam się nie śmiać, miałam straszne łaskotki, a oni doskonale o tym
wiedzieli.
-Przestańcie! POMOCY! – krzyczałam jednocześnie
śmiejąc się.
-Nie, chyba, że przyznasz, że jestem Mistrzem
Twistera – zaproponował Titi.
-Ale nie jesteś, nie mogę kłamać, mamusia mi nie
pozwala – powiedziałam niewinnie, a łaskotanie nasiliło się, w końcu płakałam
ze śmiechu, bolał mnie brzuch, nie mogłam wytrzymać.
-Tyl, ratuj mnie! Proszę!
-Niestety nie mogę – odpowiedział przyjaciel.
-Noo dobra Titi, dobra. Jesteś Mistrzem
Twistera! Przyznaję.
-O to mi chodziło. Dobra Tyl, możemy ją puścić?
-No nie wiem, chyba tak.
-Ależ dziękuję szanownym Panom – powiedziałam i
znów zaczęłam się śmiać, a kiedy odsunęłam się na bezpieczną odległość
krzyknęłam – I tak jesteś fajtłapą Kocie! – powiedziałam to i poleciałam ile
miałam sił w nogach do łazienki, zamknęłam drzwi na zamek i siedziałam tam.
-O ty niewdzięcznico! – krzyczał Posey pod
drzwiami.
-Wyłaź stamtąd! – dodał Hoechlin.
-Niestety, ale nie mogę. Obawiam się, że znów
jakieś bardzo wysokie osobniki mnie zaatakują.
-Ale Lenka ja muszę do łazienki – marudził Titi.
-No trudno, trudno, panie Posey.
-Nie wygłupiaj się! Muszę do kibla no!
-No, ale ja już nie mam siły się śmiać. Boooli
mnie brzuuuuch.
-Proponuję rozejm – odezwał się Tyl– Zgadzacie
się? – dodał.
-Ja tak, tylko niech wyjdzie z tej cholernej
łazienki.
-No to w takim razie ja też. Uwaga, otwieram
drzwi.
Zdążyłam wyjść a Titi wparował tam, na szczęście
nie okłamywał mnie, tylko naprawdę chciało mu się załatwić. Tyler stał
zdziwiony, bo był pewny tak samo jak ja, że Posey nas oszukuje. Zeszliśmy na
dół. Zaczęliśmy rozmawiać o twórczości Jana Sebastiana Bacha, czasem lubiliśmy
na poważnie pogadać o takich rzeczach. Dyskutowaliśmy właśnie o Wariacjach
Goldbergowskich kiedy przyszedł do nas Tyler, miał zdziwioną minę.
Wystarczyło spojrzenie, a już z Tylem śmialiśmy się jak opętani. Posey nie
wiedział o co chodzi, nie zadawał pytań, powiedział, że idzie na trening,
wyszedł z domu i pojechał na siłownię, a my zostaliśmy sami. Siedząc w kuchni,
dalej dyskutowaliśmy o twórczości różnych kompozytorów. Czułam, że dawny Tyler
powrócił na dobre. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa. Telefon Hoechlina
znów zadzwonił, ale on jak zwykł czynić od dłuższego czasu odrzucił połączenie.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale czułam, że dzieje się coś złego. Kiedy kolejny
raz nie odebrał zapytałam:
-Ej, co się dzieje? Czemu nie odbierzesz tego
telefonu?
-Nic się nie dzieje, nie mam ochoty teraz
rozmawiać.
-Od kilku dni nie masz ochoty?
-Tak się jakoś złożyło – odpowiedział, ale było
to mało przekonujące.
-Nie ściemniaj, tylko mów co się stało.
-Czy przed tobą nic nie można ukryć? – zapytał.
-Niestety, znam cię tak dobrze jak ty mnie. No
mów co się dzieje.
-Pokłóciłem się z Alice i chyba mój związek z
nią dobiegł właśnie końca. Między nami od dawna nic nie ma, oddaliliśmy się od
siebie. Ja jestem we Kalifornii, ona w Michigan, coś zaczęło się psuć już
dawno, ale łudziłem się, że może da się to naprawić. Teraz jeszcze ma do mnie
pretensje, że tu przyjechałem, że w końcu chciałem się pogodzić z Tylerem i z
tobą. Jest zazdrosna o ciebie…
-Ale nie ma o co, przecież my się tylko
przyjaźnimy – powiedziałam.
Nie lubiłam jej, ale skoro Tyl był z nią
szczęśliwy musiałam akceptować ich związek, to przez nią zepsuła się nasza
przyjaźń, ale teraz nie czułam się lepiej, przecież szczęście przyjaciela było
dla mnie naprawdę ważne. Tyler znów się odezwał:
-No właśnie. Ale kiedy powiedziałem jej, że chcę
jechać do Decatur do Titiego, a potem do ciebie do Brookhaven wpadła w szał,
kazała mi wybierać między nią, a wami. Zaryzykowałem i przyjechałem tutaj. Nie
wiedziałem jak to wszystko się ułoży, ale powoli zaczynałem mieć jej już dosyć.
-Dobrze wiesz, że nigdy jej nie lubiłam, ale
zawsze liczyło się dla mnie twoje szczęście. Nie wiem co teraz czujesz, ale
jeśli ją kochasz to wracaj do Michigan, nie kończ tego związku ze względu na
mnie i Titiego. – powiedziałam to, chociaż było mi strasznie ciężko, dopiero co
odzyskałam najlepszego kumpla, a już mogłam go stracić po raz drugi. Długo się
nie odzywał, w głębi serca nie chciałam, żeby wrócił do niej, pragnęłam, żeby
został z nami, ale nie mogłam mu tego powiedzieć, przecież sama zaproponowałam
mu powrót do Alice.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz