Bohaterowie

poniedziałek, 27 lipca 2015

Pięć

Tyler rozmawiał przez telefon już dosyć długo, a ja ciągle myślałam o tym czy może nie powinnam tam wrócić, im dłużej się zastanawiałam tym bardziej byłam pewna, że tego chcę, nabierałam pewności, że to słuszna decyzja. Wszystkie piękne chwile, które razem spędziliśmy stawały mi przed oczami. W końcu nie wytrzymałam, wybiegłam z samochodu i pobiegłam na czwarte piętro, kiedy stanęłam przed drzwiami mieszkania serce waliło mi jak oszalałe, miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy. Nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka, on siedział smutny na kanapie, kiedy pojawiłam się wstał, a ja patrzyłam na niego tak jak kiedyś, po chwili wpiłam się łapczywie w jego usta. On był oszołomiony, najpierw całował delikatnie, z nieśmiałością, dopiero potem stał się zachłanny, jakby chciał się nacieszyć tym, że tu jestem. Po długiej chwili oderwaliśmy się od siebie. Na twarzy chłopaka malowała się niepewność pomieszana z radością.
-Nie spodziewałem się, że coś takiego może mnie jeszcze spotkać…
Przerwałam jego słowa kolejnym pocałunkiem, nie chciałam, żeby znów przepraszał. Kiedy przestaliśmy powiedział:
-Kocham cię. Dziękuję.
-Ja ciebie też kocham.
Usiedliśmy na kanapie, a Isaac niepewnie objął mnie ramieniem, miałam wrażenie, że boi się, że go odrzucę, ale nie miałam nic przeciwko temu, wtuliłam się w niego mocno. Cieszyłam się jego obecnością, której tak bardzo mi brakowało. W tym momencie byłam szczęśliwa, nie myślałam już o przeszłości liczyło się tylko to co tu i teraz. Kiedy siedzieliśmy w swych objęciach…..

-Len, Len! Wstawaj śpiochu. Jesteśmy już na miejscu.
Jakiś głos brutalnie przerwał mi to co wydawało się być takie prawdziwe. Więc to tylko sen. Byłam rozczarowana, przecież wszystko było takie realne. Chyba podświadomie marzyłam o tej chwili by znów mieć go przy sobie, by móc tak po prostu go przytulić czy pocałować, żebym mogła choć przez małą chwilkę poczuć jego bliskość.
-Co? – zapytałam zaspana.
-No jesteśmy już u Tylera. Przespałaś całą drogę, ale teraz już czas wstawać. Titi czeka na nas na górze.
-Jejku, dobra już idę.
Zabraliśmy moje rzeczy i poszliśmy na górę, gdzie promiennym uśmiechem przywitał nas tyler.
-I jak tam mała, trzymasz się jakoś?
-Nie wiem Titi, nic nie wiem – odpowiedziałam.
-Co jest? Jest jeszcze gorzej? – zapytał troskliwie.
-Tak, bo wiecie ja go naprawdę nadal kocham, ale też nienawidzę za to co zrobił. Chciałabym z nim znów być, ale nie umiem. Wiem, że nie będę potrafiła mu już zaufać.
-To beznadziejna sytuacja – dorzucił jeszcze Hoechlin i obaj mnie objęli. Siedzieliśmy sobie tak i siedzieliśmy już dłuższą chwilę, którą przerwał telefon do Hoechlina, spojrzał tylko na wyświetlacz i odrzucił połączenie. Widziałam, że coś jest nie tak, Titi chyba też to czuł, bo spojrzał na mnie znacząco, a potem zapytał:
-Nie odbierzesz?
-Nic ważnego – odpowiedział Hoechlin – Oddzwonię potem – dodał.
-Jak uważasz – powiedział Titi.
Zaproponowałam żebyś my obejrzeli jakiś film,  Tyler nie miał nic przeciwko, ale Titi miał za godzinę trening i pomysł mu się nie spodobał. Chciałam coś zrobić, żeby chociaż na chwilę móc oderwać się od tego wszystkiego, od tych głupich myśli, nie miałam już na to wszystko siły. Posey zauważył, że nie mogę sobie z tym poradzić, on znał mnie doskonale, zawsze wiedział o co mi chodzi, zresztą Hoechlin to samo, przed nimi nic nie da się ukryć. Zaproponowali, żebyś my zagrali w Twistera. Super, ja i dwóch wielkoludów na jednej małej macie. Jednak nie miałam wyjścia, bo gdy takich dwóch jak oni zaczną cię przekonywać to nie masz wyjścia musisz się zgodzić. Tak też zrobiłam. Zaczęliśmy grać. Na początku było łatwo, ale potem zaczęli przybierać tak dziwne, pozy, że nie mogłam przestać się śmiać, pierwszy raz od kilku dni tak dobrze się bawiłam.
-Haha, przegrałeś! – krzyknęłam do Posey’a.
-Wcale nie, nie dotknąłem planszy! – odpowiedział udając focha.
-Wcale tak! Widziałam Kocie. Przegrałeś mała fajtłapo! – zaczęłam się śmiać.
-Ooo nie, nie będziesz mnie nazywać fajtłapą! – krzyknął i spojrzał porozumiewawczo na Hoechlina, który złapał mnie i zarzucił sobie na ramię, a potem rzucił na kanapę. Obaj zaczęli mnie łaskotać, a ja nie mogłam się nie śmiać, miałam straszne łaskotki, a oni doskonale o tym wiedzieli.
-Przestańcie! POMOCY! – krzyczałam jednocześnie śmiejąc się.
-Nie, chyba, że przyznasz, że jestem Mistrzem Twistera – zaproponował Titi.
-Ale nie jesteś, nie mogę kłamać, mamusia mi nie pozwala – powiedziałam niewinnie, a łaskotanie nasiliło się, w końcu płakałam ze śmiechu, bolał mnie brzuch, nie mogłam wytrzymać.
-Tyl, ratuj mnie! Proszę!
-Niestety nie mogę – odpowiedział przyjaciel.
-Noo dobra Titi, dobra. Jesteś Mistrzem Twistera! Przyznaję.
-O to mi chodziło. Dobra Tyl, możemy ją puścić?
-No nie wiem, chyba tak.
-Ależ dziękuję szanownym Panom – powiedziałam i znów zaczęłam się śmiać, a kiedy odsunęłam się na bezpieczną odległość krzyknęłam – I tak jesteś fajtłapą Kocie! – powiedziałam to i poleciałam ile miałam sił w nogach do łazienki, zamknęłam drzwi na zamek i siedziałam tam.
-O ty niewdzięcznico! – krzyczał Posey pod drzwiami.
-Wyłaź stamtąd! – dodał Hoechlin.
-Niestety, ale nie mogę. Obawiam się, że znów jakieś bardzo wysokie osobniki mnie zaatakują.
-Ale Lenka ja muszę do łazienki – marudził Titi.
-No trudno, trudno, panie Posey.
-Nie wygłupiaj się! Muszę do kibla no!
-No, ale ja już nie mam siły się śmiać. Boooli mnie brzuuuuch.
-Proponuję rozejm – odezwał się Tyl– Zgadzacie się? – dodał.
-Ja tak, tylko niech wyjdzie z tej cholernej łazienki.
-No to w takim razie ja też. Uwaga, otwieram drzwi.
Zdążyłam wyjść a Titi wparował tam, na szczęście nie okłamywał mnie, tylko naprawdę chciało mu się załatwić. Tyler stał zdziwiony, bo był pewny tak samo jak ja, że Posey nas oszukuje. Zeszliśmy na dół. Zaczęliśmy rozmawiać o twórczości Jana Sebastiana Bacha, czasem lubiliśmy na poważnie pogadać o takich rzeczach. Dyskutowaliśmy właśnie o Wariacjach Goldbergowskich kiedy przyszedł do nas Tyler, miał zdziwioną minę. Wystarczyło spojrzenie, a już z Tylem śmialiśmy się jak opętani. Posey nie wiedział o co chodzi, nie zadawał pytań, powiedział, że idzie na trening, wyszedł z domu i pojechał na siłownię, a my zostaliśmy sami. Siedząc w kuchni, dalej dyskutowaliśmy o twórczości różnych kompozytorów. Czułam, że dawny Tyler powrócił na dobre. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa. Telefon Hoechlina znów zadzwonił, ale on jak zwykł czynić od dłuższego czasu odrzucił połączenie. Nie wiedziałam o co chodzi, ale czułam, że dzieje się coś złego. Kiedy kolejny raz nie odebrał zapytałam:
-Ej, co się dzieje? Czemu nie odbierzesz tego telefonu?
-Nic się nie dzieje, nie mam ochoty teraz rozmawiać.
-Od kilku dni nie masz ochoty?
-Tak się jakoś złożyło – odpowiedział, ale było to mało przekonujące.
-Nie ściemniaj, tylko mów co się stało.
-Czy przed tobą nic nie można ukryć? – zapytał.
-Niestety, znam cię tak dobrze jak ty mnie. No mów co się dzieje.
-Pokłóciłem się z Alice i chyba mój związek z nią dobiegł właśnie końca. Między nami od dawna nic nie ma, oddaliliśmy się od siebie. Ja jestem we Kalifornii, ona w Michigan, coś zaczęło się psuć już dawno, ale łudziłem się, że może da się to naprawić. Teraz jeszcze ma do mnie pretensje, że tu przyjechałem, że w końcu chciałem się pogodzić z Tylerem i z tobą. Jest zazdrosna o ciebie…
-Ale nie ma o co, przecież my się tylko przyjaźnimy – powiedziałam.
Nie lubiłam jej, ale skoro Tyl był z nią szczęśliwy musiałam akceptować ich związek, to przez nią zepsuła się nasza przyjaźń, ale teraz nie czułam się lepiej, przecież szczęście przyjaciela było dla mnie naprawdę ważne. Tyler znów się odezwał:
-No właśnie. Ale kiedy powiedziałem jej, że chcę jechać do Decatur do Titiego, a potem do ciebie do Brookhaven wpadła w szał, kazała mi wybierać między nią, a wami. Zaryzykowałem i przyjechałem tutaj. Nie wiedziałem jak to wszystko się ułoży, ale powoli zaczynałem mieć jej już dosyć.

-Dobrze wiesz, że nigdy jej nie lubiłam, ale zawsze liczyło się dla mnie twoje szczęście. Nie wiem co teraz czujesz, ale jeśli ją kochasz to wracaj do Michigan, nie kończ tego związku ze względu na mnie i Titiego. – powiedziałam to, chociaż było mi strasznie ciężko, dopiero co odzyskałam najlepszego kumpla, a już mogłam go stracić po raz drugi. Długo się nie odzywał, w głębi serca nie chciałam, żeby wrócił do niej, pragnęłam, żeby został z nami, ale nie mogłam mu tego powiedzieć, przecież sama zaproponowałam mu powrót do Alice.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz