-Hej Lenka. – powiedział. Dobrze znałam ten głos, prze kilka
lat słyszałam do niemal codziennie, przez te kilka lat byliśmy najlepszymi
przyjaciółmi, on, ja i Tyler. Nie mogliśmy bez siebie wytrzymać, kiedy nie
widzieliśmy się codziennie dzwoniliśmy do siebie, wymienialiśmy setki smsów. A
potem coś się popsuło. Między nim a Posey’em nie było już dobrze, zresztą ode
mnie też się oddalił, był oschły, zachowywał dystans, mnie to męczyło. W
Atlancie widywaliśmy się kilka razy, ale między nami powstał jakiś mur, którym
on się otoczył i zamknął ze swoją dziewczyną. Nie dopuszczał do siebie nikogo.
A ja z Titim nie chcieliśmy się tam pchać na siłę.
- Hej. Co ty tutaj robisz. – zapytałam zdziwiona.
- Ładnie witasz przyjaciela. Miałem akurat wolne to
przyjechałem na mecz i przy okazji chciałem zabrać jeszcze płyty, które
zapomniałem z mieszkania, a jakoś nie było okazji wziąć ich wcześniej. Nie
chciałem prosić Titiego, żeby mi je wysłał.
- Po prostu jestem zdziwiona, że Cię tu widzę, w dodatku
samego bez Alice.
- Alice jest w Michigan, nie mogła ze mną przyjechać.
- Oh, tak mi przykro. – odpowiedziałam ironicznie. Nie
lubiłam tej dziewczyny, a on doskonale o tym wiedział. – Co u ciebie słychać? –
zapytałam.
- Wszystko w porządku, w Kalifornii jest fajnie, kręcimy
kolejny sezon, nowi ludzie.. jednak cholernie mi was brakuje.
- Mi ciebie też.. – powiedziałam i rozkleiłam się. Podszedł
i przytulił mnie. W tym momencie moja cała niechęć do niego znikła. Znów
widziałam w nim dawnego Tylera-chłopaka, z którym się przyjaźniłam, który
wiedział o mnie wszystko, z którym mogłam gadać cały czas, albo po prostu
pomilczeć. Znów był tym chłopakiem, którego uwielbiałam, było tak jak kiedyś. W
tej chwili nadszedł Posey, zobaczył nas wtulonych w siebie i chyba za bardzo
nie wiedział co powiedzieć, kogo jak kogo, ale Hoechlina się tu nie spodziewał.
Pierwszy zauważył go Tyler, odsuną ł mnie delikatnie i powiedział do Posey’a:
- Cześć. Gratulację, zagrałeś naprawdę dobry mecz. – starał
się być miły, nie wiedział jak przyjaciel zareaguje na jego pojawienie się w
Atlancie.
- Cześć. Dziękuję. Co ty tu robisz? – zapytał.
- Mam teraz trochę wolnego, przyleciałem, odwiedzam stare
śmieci, a że był ciekawy mecz to przyjechałem też tutaj. I chciałem jeszcze
przy okazji odebrać płyty, które zostawiłem w naszym mieszkaniu.
- Nie musiałeś się fatygować osobiście, wystarczyło napisać,
a wysłałbym ci je pocztą.- odpowiedział chłodno łapacz, widać było, że
zachowuje dystans, nawet nie stara się być miły.
- Chciałem jednak przyjechać. – odpowiedział Tyler – poza
tym chyba czas, żebyśmy pogadali.- dodał.
- Nie mamy już o czym. – odpowiedział Posey- To co jedziemy
do domu Lenka? – powiedział do mnie.
- Wolałabym pojechać z Tylerem. Chcę z nim porozmawiać. Mogę
Tyler?- zapytałam.
- Jasne, możemy razem.- odpowiedział przyjaciel.
- Okej, jak chcesz to jedź z nim. – powiedział Titi, a w
jego głosie było słychać smutek.
- No to w takim razie widzimy się w domu Kocie!
- Do zobaczenia.
Powiedział to i poszedł do swojego samochodu całkowicie
ignorując Hoechlinga. A ja z Tylerem wsiadłam do jego samochodu.
- To gdzie jedziemy? Chciałbym na spokojnie porozmawiać.
- Tam gdzie zawsze się spotykaliśmy? – zaproponowałam.
- Dobry pomysł, jedziemy tam.
Droga do naszego ulubionego baru minęła w milczeniu. Nie
wiedziałam jak zacząć rozmowę, on zresztą chyba też. Nie była dla mnie jednak
kłopotliwa, zastanawiałam się co mu powiedzieć i jak pomóc, chciałam, żeby
pogodził się z Titim. Dojechaliśmy do celu. Tyler jak na dżentelmena przystało
otworzył mi drzwi samochodu. Wysiadłam i weszliśmy do lokalu. Tak jak mój
towarzysz, zamówiłam tylko sok pomarańczowy, nie miałam ochoty na nic innego. W
końcu przerwał milczenie i zapytał lekko zakłopotany:
- Co ja mam zrobić, żeby było normalnie? Tyler nawet nie
chce ze mną rozmawiać. A ja już nie wiem co zrobić, żeby było normalnie? Płyty
były tylko pretekstem, żeby móc z nim porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić.
Lenka, przecież przez tyle lat byliśmy najlepszymi kumplami! Czy on naprawdę
już to wszystko przekreślił?
- Nie wiem co masz zrobić, naprawdę nie wiem. Dobrze znasz Tylera,
jego zaufanie nie łatwo zdobyć i jak raz się go nadużyje, potem ciężko to
naprawić.
Rozmawialiśmy tak o Titim, o naszej przyjaźni i o tym co
doprowadziło do tego, że teraz jest jak jest. Hoechlin był gotowy na wiele
poświęceń, byle tylko odzyskać przyjaźń Titiego. Zaimponował mi tym, że tak
walczył o to by znów było dobrze. Wiedziałam, że zrobi wszystko, żeby tak było.
Postanowił zostać w Atlancie na kilka dni, żeby mieć czas do poukładania wszystkich
spraw. Wyszliśmy z baru, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu. W drodze
zapytał:
- A co u ciebie i Isaaca?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, nie chciałam o tym gadać,
nie chciałam, żeby to wszystko wróciło.
- Nie jest dobrze, trochę nam się nie układa, ale nie
rozmawiajmy o tym.
- Jak chcesz, nie naciskam. Jeśli będziesz chciała sama
powiesz.
Kiedy byliśmy kiedyś pod wspólnym, teraz pod Titiego
mieszkaniem Tyler wydawał się być niepewny siebie i smutny. Chyba naprawdę
chciał naprawić relacje z przyjacielem. Bardzo rzadko widziałam go w takim
stanie. Nie chciałam go takiego oglądać, miałam dość tego smutku. Weszliśmy do
mieszkania, było ciemno, ale Tyler musiał wrócić, bo w garażu stał jego
samochód. Powiedziałam przyjacielowi, żeby poczekał na dole, a sama udałam się
do pokoju Posey’a, chciałam z nim jeszcze porozmawiać zanim zrobi to Tyler.
- Kocie. – zaczęłam przymilnie. – jemu naprawdę na tobie
zależy, nie przyjechał tu po te głupie płyty, tylko po to, żeby naprawić to co
zepsuł.
- A ty tak dobrodusznie od razu rzuciłaś mu się w ramiona i
wybaczyłaś? – zapytał poirytowany.
- Nie, po prostu chcę, żeby znów było normalnie, nie ma go
tu z nami, od dawna się z nim nie widujemy. I cholernie mi go brakuje, nie
udawaj, że tobie nie!
- Brakuje mi go, ale to on zamknął się w swoim świecie i
zabrakło w nim miejsca i dla mnie i dla ciebie, to on wybrał, nie my.
- Dlatego przyjechał i chce wszystko naprawić. Jeśli ty też
tego chcesz to zejdź na dół do niego, a jeśli masz go gdzieś to zostań tu w
pokoju i patrz jak twój najlepszy przyjaciel odchodzi, a ty zmarnowałeś być
może jedyną okazję do naprawienia tego!- po tych słowach wyszłam z pokoju nie
miałam zamiaru już go namawiać, zresztą to by i tak nic nie zmieniło, on na
pewno już podjął decyzję. Doskonale wiedziałam, że Tylerowi jest ciężko w tej
sytuacji, ale nie mogłam przecież nic zrobić. Tyler starał się jak tylko mógł,
ale on też wiedział, że Posey łatwo nie wybacza i ciężko będzie odbudować to co
się popsuło. Po wyjściu z pokoju widziałam jak Tyler siedzi smutny na kanapie,
posłałam mu pokrzepiające spojrzenie, które skwitował uśmiechem. Nie wiedziałam
czy Titi zejdzie na dół, dlatego ja tam poszłam.
- I co? – zapytał Tyler i spojrzał wyczekująco.
Nie odpowiedziałam, nie chciałam zabierać mu nadziei poza
tym i tak nie wiedziałam co mam powiedzieć.
_________
Witajcie! Wstawiam kolejny rozdział. Mam prośbę, jeśli ktoś to czyta, proszę zostawcie po sobie jakiś komentarz! :)
Pilczii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz