Bohaterowie

piątek, 24 lipca 2015

Cztery

Bardzo długo nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o nim, o wiadomości, o tym jak mówił, że mnie kocha, że jestem najważniejsza. Przecież jak się kogoś kocha, to się go nie zdradza. Jeszcze ona, wielka przyjaciółka.. Wiedziała, jak bardzo kocham Isaaca i że naprawdę chcę z nim być. Myślałam, że mogę na nich liczyć, że jestem dla nich kimś ważnym tak jak oni dla mnie, okazało się jacy są naprawdę. Mój świat runął. Myślałam, że już powoli stanęłam na nogi, ale kiedy napisał znów byłam bezradna. Wiedziała, że nigdy nie odpuszcza, że zawsze dąży do celu i się nie poddaje, ale w tej sprawie nie widziałam już dla nas szansy. Być może dla niego to był tylko błąd, ale dla mnie nie.. Chciałam jechać po rzeczy na Brookhaven, żeby móc definitywnie zamknąć ten rozdział mojego życia. Nie mogłam jednak zrobić tego sama, bo nie wiem jak zachowam się, gdy spotkać Isaaca sam na sam. Postanowiłam poprosić Hoechlina, bo Posey był zbyt impulsywny i jeszcze zrobiłby coś głupiego. A poza tym ma teraz ważne mecze. Zeszłam na dół. W salonie siedział Hoechlin, bo Tyler był już na treningu. Na stole w kuchni jak co dzień stało śniadanie. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Dzień dobry, jak tam?
- A dzień dobry. Jest dobrze, wyjaśniliśmy sobie wszystko. Nie wiesz jak się cieszę.
- To super, wiedziałam, że Tyler nie zostanie obojętny na to, że tu przyjechałeś. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- A co z tobą? Płakałaś? Źle wyglądasz.. – powiedział zmartwiony.
- Nie, nie płakałam. – odwróciłam twarz, zbyt dobrze mnie znał, żebym mogła to przed nim ukryć.
- Przecież widzę. Co się dzieje?
- Nic. Rozstałam się z Isaacem.
- Co?! – krzyknął zdziwiony.
- Zdradził mnie z Malią.- znów zalałam się łzami, było mi naprawdę ciężko.
- Żartujesz?
- A wyglądam jakbym żartowała? Jestem u Titiego, bo nie umiem im wybaczyć.
- Co za palant, a ona nie lepsza.
- Kochałam go, nadal go kocham.. – powiedziałam i zaniosłam się płaczem. Hoechlin przytulił mnie, tak bardzo tego potrzebowałam. Chciałam, żeby siedział tak ze mną wieczność. Z nim czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że nikt mnie nie skrzywdzi.  – Mam do Ciebie prośbę.
- No mów, słucham.
- Muszę jechać do mieszkania po rzeczy. Nie chcę tam być sama, a Titiego nie mogę poprosić bo ma trening, przed sobą ważne mecze, nie chce zawracać mu głowy. Mógłbyś pojechać tam ze mną?
- Jasne, przecież nie puszczę cię tam samej. To kiedy jedziemy?
- Możemy nawet zaraz, tylko się ubiorę, jakoś ogarnę.
- Okej, czekamy na Tylera?
- Nie, zostawię mu liścik.
- Dora, to zjedz coś i leć się ubrać.
Nie miałam ochoty na jedzenie, ale skoro zrobili już dla mnie śniadanie to zjadłam. Byłam bardzo wdzięczna Tylerowi za to, że pojedzie tam ze mną, nie miałam siły żeby być tam sama. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, umalowałam. Na szafce w przedpokoju zostawiłam list do Titiego i wyruszyłam ze Hoechlinem w drogę. Bałam się, miałam nadzieję, że nie zastanę go w domu. Na miejscu byliśmy dosyć szybko, bo Tyler lubi szybko jeździć. Po drodze zadzwonił Titił, nie był zły. Rozumiał, że nie chciałam, żeby zaniedbał trening. Kazał mi być silną, powiedział kilka słów, którymi dodał mi pewności siebie. Kiedy jechaliśmy zapytałam Tylera o to, co u niego słychać, chciałam, żeby opowiedział mi jak mu tam we Kalifornii jest. Mówił o tym jak tam trafił, jak zgrał się z chłopakami z planu, że współpracuje mu się tam bardzo dobrze. Cieszyłam się, że jest szczęśliwy. Mimo tego, że był tak daleko życzyłam mu przecież jak najlepiej. Dojechaliśmy na miejsce, miałam mieszane uczucia. Weszliśmy do budynku, byliśmy pod drzwiami, a ja trzęsącą ręką chwyciłam klamkę, na moje nieszczęście drzwi były otwarte, wiedziałam, że zastanę go w środku. Hoechlin został w korytarzu, a ja weszłam do pokoju. Panował tam kompletny chaos. Ciuchy były porozrzucane na podłodze, na kanapie, a na stoliku stała sterta talerzy i kubków. Nikt nie dbał o porządek. Siedział na fotelu. Oglądał powtórkę jakiegoś meczu w TV. Kiedy go zobaczyłam moje serce zaczęło mocniej bić, a ciało przeszły dreszcze. Siedział w krótkich, zielonych spodenkach i w białej koszulce bez ramiączek. Znałam to ciało doskonale, każdą najmniejszą cząstkę, tak bardzo za nim tęskniłam… To był ten chłopak, którego kochałam, z którym chciałam spędzić całe życie. Jednak z drugiej strony pojawiał się obraz jego w łóżku z inną, to przysłoniło wszystko, sprawiało, że moje uczucie do niego choć było strasznie silne, gasło. Kiedy się odezwał w moim brzuchu było chyba milion motylków, które szalały. Serce mówiło: Pocałuj go, przecież go kochasz! Ale mózg był czujny i powtarzał tylko: to dupek, który Cię skrzywdził, nie zwracaj na niego uwagi!
-Kochanie, proszę cię, porozmawiajmy!
Myślałam, że zmięknę i rzucę mu się w ramiona, w końcu tak bardzo tego pragnęłam, jednak przezwyciężyłam to i odparłam sucho:
-Nie mamy o czym, przyjechałam tylko po swoje rzeczy.
-Ale ja cię kocham! Nie skreślaj mnie przez ten głupi błąd! Proszę! Kocham cię! Rozumiesz?
-Ja też cię kocham i co? – sama siebie zaskoczyłam, że powiedziałam mu, że go kocham.
-Skoro mnie kochasz, to daj mi jedną małą szansę… Proszę…
-Nie umiem – powiedziałam to  a w oczach stanęły mi łzy, czułam, że zaraz się rozpłaczę, dlatego wróciłam do pakowania swoich rzeczy. Wpychałam wszystkie swoje ciuchy z szafek do toreb, które wynosiłam na korytarz, a Hoechlin transportował je od razu do samochodu. Przez te dwa lata, podczas, których mieszkaliśmy ze sobą trochę się tego uzbierało. Kiedy Tyler wychodził z kolejnymi rzeczami powiedziałam mu, żeby czekał już na dole, bo to ostatnia walizka. Kiedy zszedł na dół Isaac podszedł do mnie i chwycił moją za rękę. Popatrzyłam na niego przez chwilę, ale odwróciłam wzrok.
-Popatrz mi w oczy i powiedz, że to koniec i już nie chcesz ze mną być – powiedział.
W mojej głowie biło się tysiące myśli, w końcu odpowiedziałam:
-Kocham cię i naprawdę chciałabym z tobą być, ale nie umiem ci tego wybaczyć. Zniszczyłeś wszystko.
-Może spróbujmy chociaż.
-Przykro mi, ale nie.
-Gdybym mógł cofnąć czas…
-Ale nie możesz – przerwałam mu, bo czułam, że tego nie wytrzymam, tak bardzo chciałam rzucić mu się w ramiona, przytulić go, powiedzieć, że chcę, żeby było jak dawniej, przecież byliśmy ze sobą szczęśliwi przez tak długi czas.
-Zerwałem z nią kontakt, od razu tamtego dnia, wyrzuciłem ją stąd.
-Ale to już nic nie zmieni. Zrozum, że to koniec.
-Dla mnie nie, będę o ciebie walczył, zrobię wszystko, żebyś wróciła.
-Lepiej będzie dla nas obojga jak zapomnimy o sobie…
-Będzie jeszcze lepiej jak dasz mi szansę, proszę cię…
Było mi bardzo ciężko, chciałam uwolnić się z jego uścisku, ale nie mogłam, nadal trzymał moją rękę, nie mógł przyjąć do wiadomości, że odchodzę już na zawsze, że to co było nie wróci.
-Nie utrudniaj tego – powiedziałam ze smutkiem.
Wtedy puścił moją rękę, a w jego oczach zobaczyłam coś dziwnego, był smutny, może nawet zrozpaczony. Zabrałam jeszcze ostatnią torbę i udałam się do drzwi zamykając je, czułam, że zamykam cholernie szczęśliwy i mimo wszystko piękny rozdział mojego życia, kiedy wyjdę nie będzie już powrotu, wszystko zostanie za mną. Bałam się tego, ale to była jedyna słuszna decyzja i jedyna, którą mogłam podjąć. Chciałam wrócić tam, powiedzieć, że chcę z nim być mimo wszystko, ale coś mówiło mi, żebym tego nie robiła. Zeszłam na dół. Tyler czekał już koło samochodu.
-Wszystko dobrze? – zapytał chowając ostatnią walizkę do samochodu.
-Nie Tyler, nic nie jest dobrze – odpowiedziałam mu i wsiadłam do samochodu.
Do Hoechlina zadzwonił telefon, więc jeszcze stał na zewnątrz i rozmawiał, a ja rozmyślałam. Miałam nadzieję, że przyjazd tu pozwoli mi jakoś zapomnieć o nim, zostawić to wszystko w tyle, ale tylko pokazał mi jak bardzo kocham Isaaca. Czułam się beznadziejnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz