Kolejne dni mijały tak samo. Gdy wstawałam rano Tylera nie
było. W kuchni znajdowałam przyrządzone przez niego śniadanie i kartkę, żebym
się uśmiechnęła oraz godzinę jego powrotu. Jadłam śniadanie i starałam się przygotować
jakiś obiad. Gdy Titi wracał z treningu, jedliśmy razem obiad i znów jechał tym
razem popołudniowy trening. A ja zostawałam i próbowałam zapomnieć. Nie
ułatwiał mi tego Isaac, który wydzwaniał przez cały czas. Postanowiłam jednak
nie obierać. Na uczelnię nie chodziłam, bo egzaminy miałam pozaliczane, a od
przyszłego semestru miałam zamiar się przenieść. Nie wychodziłam nigdzie, bo
miałam nieliczne ubrania, które kiedyś zostawiłam u Posey’a i te, w których
byłam tamtego feralnego dnia. Na razie nie miałam siły wracać po żadne rzeczy
do domu. Siedziałam właśnie na kanapie jedząc lody i oglądając po raz kolejny
„Przyjaciół”, gdy do salonu wszedł Tyler.
- Mam dla ciebie niespodziankę –powiedział- w sobotę gramy z
Metsami i załatwiłem Ci bilet. Tak wiem, jestem wspaniały nie musisz mi
dziękować.
- Ale ja nie chcę nigdzie wychodzić.
- Siedzisz tu od kilku dni, musisz w końcu wyjść do ludzi.
No weź, będzie fajnie. Nie daj się prosić.
- No nie wiem
- No chodź.
- No dobra, ale jest jeden warunek. Musicie im skopać tyłki,
ale nie za bardzo, bo wiesz, że ich też lubię. – powiedziałam.
- No dobra, postaramy się ich nie zdemolować. – odpowiedział
Tyler i zaczął się śmiać.
- To kiedy ten mecz? – zapytałam, bo chociaż bardzo kocham
baseball, to przez to co się wydarzyło w ostatnim czasie byłam w tyle ze
wszelkimi informacjami.
- Jutro o 18. Jedziemy razem czy osobno? W sumie głupie
pytanie, jedziesz ze mną, samej cię nie puszczę.
- O dzięki, że dałeś mi zdecydować.
- No to wyjeżdżamy o 16. A teraz zmykam pod prysznic.
- Okej, okej.
Propozycja Posey’a na
wyjście na mecz poprawiła mi humor. Lubiłam Metsów, od zawsze był moim
ulubionym klubem. Jednak najbardziej kibicuję Tylerowi, niezależnie kto jest przeciwnikiem
Atlanty, chcę, żeby to on cieszył się ze zwycięstwa. Nie mogłam doczekać się
tego meczu. Tak dawno nie widziałam go grającego, a kiedyś uwielbiałam ten
widok, zresztą nadal tak jest. Następnego dnia to ja wstałam wcześniej,
zrobiłam śniadanie i z uśmiechem czekałam na Posey’a.
- Hej śpiochu. – przywitałam go promiennie.
- No witam ranny ptaszku. –odpowiedział- co się stało, że ty
już na nogach?
- Chciałam ci zrobić niespodziankę, masz dziś mecz, więc to
ja przygotowałam śniadanie.
- Ooo, dziękuję.
- Nie gadaj tylko jedz. – mówiąc to podałam mu talerz z
kanapkami.
Po śniadaniu rozpoczęliśmy przygotowania do meczu. Przez pół
godziny szukałam odpowiedniej koszulki, ale nie mogłam żadnej znaleźć W sumie
to nie miałam w czym szukać, bo nie mam praktycznie żadnych rzeczy. Zapukałam
do pokoju Titiego i zapytałam:
- Hej kocie. Mam problem, nie mam może jakiejś koszulki na
zbyciu, bo nie mam się w co ubrać..
- Poczekaj, powinienem coś znaleźć. O tu mam z tamtego
sezonu meczową, może być?
- Tak. Jest super, dziękuję.
- Nie ma za co- powiedział i uśmiechnął się tak jak on
potrafi najpiękniej.
Wróciłam do swojego tymczasowego pokoju, ubrałam koszulkę Posey’a
i spojrzałam w lustro. Było w porządku. Pomalowałam jeszcze rzęsy, nałożyłam
błyszczyk i byłam gotowa do wyjścia. Zeszłam na dół. Tam czekał już na mnie
łapacz.
- To co idziemy? – zapytał
- Jasne.
Wyszliśmy z mieszkania. Wsiadłam do jego klubowego,
wypasionego samochodu. Tyler wrzucił
najpierw sportową torbę do tyłu i dopiero wszedł do auta.
- Wow uszanowanko. Taka fura.- powiedziałam z uśmiechem.
- Tak wiem, jest super. I niestety nie dam ci poprowadzić,
jest dla mnie zbyt cenna.
Udawałam obrażoną, ale po chwili, gdy Posey włączył nasze
ulubione piosenki nie potrafiłam się gniewać, jechaliśmy na stadion fałszując
niemiłosiernie kolejny raz kawałek AC/DC. Po chwili dojechaliśmy na stadion i
nasze piękne śpiewnie ucichło. Łapacz wskazał mi miejsce, w które mam się udać.
Kazał mi się porozglądać na obiekcie, bo kibiców i tak jeszcze nie ma, a on
musi iść teraz do szatni wysłuchać ostatnich uwag od trenera Buttsa i reszty
staffu. Zapytałam go tylko o to gdzie mam miejsce, powiedział, że z taką
wejściówką jaką mam mogę być wszędzie, byłam z tego powodu bardzo zadowolona.
Udałam się na trybuny, które o tej porze były jeszcze puste, ale pewnie w
trakcie meczu nie będzie wolnego miejsca. Kibice w Atlancie kochają
baseball, a dodatkowo przeciwnikiem są Metsi, więc stadion będzie
wypełniony. Ludzie zaczęli się powoli schodzić, więc poszłam na
swoje miejsce, które znajdowało się tuż obok ławki Braversów. Mecz był naprawdę
emocjonujący. Po ostatnim inningu było słychać tylko radość kibiców Atlanty.
Oczywiście, nie mogliśmy po meczu iść od razu do samochodu. Posey został z
kibicami rozdając autografy, później udzielał jakiś wywiadów. Ja nie pchałam
się tam, więc udałam się do środka stadionu. Weszłam w korytarz który prowadził
do szatni obu zespołów, usiadłam na podłodze i czekałam. Nagle usłyszałam piski
dziewczyn i chłopaka który biegł oglądając się za siebie. Nie zauważył mnie i
po chwili potknął się i runął jak długi.
- Uważaj jak chodzisz! – krzyknęłam
- Przepraszam, nie widziałem Cię. Poza tym nie spodziewałem
się, że ktoś będzie siedział w drodze do szatni, na środku podłogi. –
powiedział chłopak i wstał.
- A ja nie spodziewałam się, że wpadnie na mnie jakiś
wariat! – odgryzłam się.
- Kto normalny siedzi na drodze do szatni? Gdybyś się nie rozwaliła
na całą drogę to bym na ciebie nie wpadł.
- Gdybyś się rozglądał to byś nie wpadł.
- No przeprosiłem przecież. – powiedział już bardziej
przyjaznym tonem.
- Dobra, nie ma sprawy. – powiedziałam i zaczęłam zmierzać
ku wyjściu, nie miałam ochoty z nim dyskutować.
- Poczekaj!- krzyknął- może jakaś kawa w ramach przeprosin?-
zapytał.
- Może.. – odpowiedziałam i wyszłam na zewnątrz.
Powoli wszyscy zawodnicy zaczęli wchodzić do szatni.
Stanęłam przed wejściem obserwując co się dzieje na zewnątrz, powolnie
zmierzając do samochodu Posey’a. W końcu znudzona zaczęłam rozglądać się po
okolicy, dawno tu nie byłam. Patrząc w dal dostrzegłam znajomą sylwetkę, nie
wierzyłam w to co widzę, to nie mógł być on..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz