Bohaterowie

poniedziałek, 27 lipca 2015

Pięć

Tyler rozmawiał przez telefon już dosyć długo, a ja ciągle myślałam o tym czy może nie powinnam tam wrócić, im dłużej się zastanawiałam tym bardziej byłam pewna, że tego chcę, nabierałam pewności, że to słuszna decyzja. Wszystkie piękne chwile, które razem spędziliśmy stawały mi przed oczami. W końcu nie wytrzymałam, wybiegłam z samochodu i pobiegłam na czwarte piętro, kiedy stanęłam przed drzwiami mieszkania serce waliło mi jak oszalałe, miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy. Nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka, on siedział smutny na kanapie, kiedy pojawiłam się wstał, a ja patrzyłam na niego tak jak kiedyś, po chwili wpiłam się łapczywie w jego usta. On był oszołomiony, najpierw całował delikatnie, z nieśmiałością, dopiero potem stał się zachłanny, jakby chciał się nacieszyć tym, że tu jestem. Po długiej chwili oderwaliśmy się od siebie. Na twarzy chłopaka malowała się niepewność pomieszana z radością.
-Nie spodziewałem się, że coś takiego może mnie jeszcze spotkać…
Przerwałam jego słowa kolejnym pocałunkiem, nie chciałam, żeby znów przepraszał. Kiedy przestaliśmy powiedział:
-Kocham cię. Dziękuję.
-Ja ciebie też kocham.
Usiedliśmy na kanapie, a Isaac niepewnie objął mnie ramieniem, miałam wrażenie, że boi się, że go odrzucę, ale nie miałam nic przeciwko temu, wtuliłam się w niego mocno. Cieszyłam się jego obecnością, której tak bardzo mi brakowało. W tym momencie byłam szczęśliwa, nie myślałam już o przeszłości liczyło się tylko to co tu i teraz. Kiedy siedzieliśmy w swych objęciach…..

-Len, Len! Wstawaj śpiochu. Jesteśmy już na miejscu.
Jakiś głos brutalnie przerwał mi to co wydawało się być takie prawdziwe. Więc to tylko sen. Byłam rozczarowana, przecież wszystko było takie realne. Chyba podświadomie marzyłam o tej chwili by znów mieć go przy sobie, by móc tak po prostu go przytulić czy pocałować, żebym mogła choć przez małą chwilkę poczuć jego bliskość.
-Co? – zapytałam zaspana.
-No jesteśmy już u Tylera. Przespałaś całą drogę, ale teraz już czas wstawać. Titi czeka na nas na górze.
-Jejku, dobra już idę.
Zabraliśmy moje rzeczy i poszliśmy na górę, gdzie promiennym uśmiechem przywitał nas tyler.
-I jak tam mała, trzymasz się jakoś?
-Nie wiem Titi, nic nie wiem – odpowiedziałam.
-Co jest? Jest jeszcze gorzej? – zapytał troskliwie.
-Tak, bo wiecie ja go naprawdę nadal kocham, ale też nienawidzę za to co zrobił. Chciałabym z nim znów być, ale nie umiem. Wiem, że nie będę potrafiła mu już zaufać.
-To beznadziejna sytuacja – dorzucił jeszcze Hoechlin i obaj mnie objęli. Siedzieliśmy sobie tak i siedzieliśmy już dłuższą chwilę, którą przerwał telefon do Hoechlina, spojrzał tylko na wyświetlacz i odrzucił połączenie. Widziałam, że coś jest nie tak, Titi chyba też to czuł, bo spojrzał na mnie znacząco, a potem zapytał:
-Nie odbierzesz?
-Nic ważnego – odpowiedział Hoechlin – Oddzwonię potem – dodał.
-Jak uważasz – powiedział Titi.
Zaproponowałam żebyś my obejrzeli jakiś film,  Tyler nie miał nic przeciwko, ale Titi miał za godzinę trening i pomysł mu się nie spodobał. Chciałam coś zrobić, żeby chociaż na chwilę móc oderwać się od tego wszystkiego, od tych głupich myśli, nie miałam już na to wszystko siły. Posey zauważył, że nie mogę sobie z tym poradzić, on znał mnie doskonale, zawsze wiedział o co mi chodzi, zresztą Hoechlin to samo, przed nimi nic nie da się ukryć. Zaproponowali, żebyś my zagrali w Twistera. Super, ja i dwóch wielkoludów na jednej małej macie. Jednak nie miałam wyjścia, bo gdy takich dwóch jak oni zaczną cię przekonywać to nie masz wyjścia musisz się zgodzić. Tak też zrobiłam. Zaczęliśmy grać. Na początku było łatwo, ale potem zaczęli przybierać tak dziwne, pozy, że nie mogłam przestać się śmiać, pierwszy raz od kilku dni tak dobrze się bawiłam.
-Haha, przegrałeś! – krzyknęłam do Posey’a.
-Wcale nie, nie dotknąłem planszy! – odpowiedział udając focha.
-Wcale tak! Widziałam Kocie. Przegrałeś mała fajtłapo! – zaczęłam się śmiać.
-Ooo nie, nie będziesz mnie nazywać fajtłapą! – krzyknął i spojrzał porozumiewawczo na Hoechlina, który złapał mnie i zarzucił sobie na ramię, a potem rzucił na kanapę. Obaj zaczęli mnie łaskotać, a ja nie mogłam się nie śmiać, miałam straszne łaskotki, a oni doskonale o tym wiedzieli.
-Przestańcie! POMOCY! – krzyczałam jednocześnie śmiejąc się.
-Nie, chyba, że przyznasz, że jestem Mistrzem Twistera – zaproponował Titi.
-Ale nie jesteś, nie mogę kłamać, mamusia mi nie pozwala – powiedziałam niewinnie, a łaskotanie nasiliło się, w końcu płakałam ze śmiechu, bolał mnie brzuch, nie mogłam wytrzymać.
-Tyl, ratuj mnie! Proszę!
-Niestety nie mogę – odpowiedział przyjaciel.
-Noo dobra Titi, dobra. Jesteś Mistrzem Twistera! Przyznaję.
-O to mi chodziło. Dobra Tyl, możemy ją puścić?
-No nie wiem, chyba tak.
-Ależ dziękuję szanownym Panom – powiedziałam i znów zaczęłam się śmiać, a kiedy odsunęłam się na bezpieczną odległość krzyknęłam – I tak jesteś fajtłapą Kocie! – powiedziałam to i poleciałam ile miałam sił w nogach do łazienki, zamknęłam drzwi na zamek i siedziałam tam.
-O ty niewdzięcznico! – krzyczał Posey pod drzwiami.
-Wyłaź stamtąd! – dodał Hoechlin.
-Niestety, ale nie mogę. Obawiam się, że znów jakieś bardzo wysokie osobniki mnie zaatakują.
-Ale Lenka ja muszę do łazienki – marudził Titi.
-No trudno, trudno, panie Posey.
-Nie wygłupiaj się! Muszę do kibla no!
-No, ale ja już nie mam siły się śmiać. Boooli mnie brzuuuuch.
-Proponuję rozejm – odezwał się Tyl– Zgadzacie się? – dodał.
-Ja tak, tylko niech wyjdzie z tej cholernej łazienki.
-No to w takim razie ja też. Uwaga, otwieram drzwi.
Zdążyłam wyjść a Titi wparował tam, na szczęście nie okłamywał mnie, tylko naprawdę chciało mu się załatwić. Tyler stał zdziwiony, bo był pewny tak samo jak ja, że Posey nas oszukuje. Zeszliśmy na dół. Zaczęliśmy rozmawiać o twórczości Jana Sebastiana Bacha, czasem lubiliśmy na poważnie pogadać o takich rzeczach. Dyskutowaliśmy właśnie o Wariacjach Goldbergowskich kiedy przyszedł do nas Tyler, miał zdziwioną minę. Wystarczyło spojrzenie, a już z Tylem śmialiśmy się jak opętani. Posey nie wiedział o co chodzi, nie zadawał pytań, powiedział, że idzie na trening, wyszedł z domu i pojechał na siłownię, a my zostaliśmy sami. Siedząc w kuchni, dalej dyskutowaliśmy o twórczości różnych kompozytorów. Czułam, że dawny Tyler powrócił na dobre. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa. Telefon Hoechlina znów zadzwonił, ale on jak zwykł czynić od dłuższego czasu odrzucił połączenie. Nie wiedziałam o co chodzi, ale czułam, że dzieje się coś złego. Kiedy kolejny raz nie odebrał zapytałam:
-Ej, co się dzieje? Czemu nie odbierzesz tego telefonu?
-Nic się nie dzieje, nie mam ochoty teraz rozmawiać.
-Od kilku dni nie masz ochoty?
-Tak się jakoś złożyło – odpowiedział, ale było to mało przekonujące.
-Nie ściemniaj, tylko mów co się stało.
-Czy przed tobą nic nie można ukryć? – zapytał.
-Niestety, znam cię tak dobrze jak ty mnie. No mów co się dzieje.
-Pokłóciłem się z Alice i chyba mój związek z nią dobiegł właśnie końca. Między nami od dawna nic nie ma, oddaliliśmy się od siebie. Ja jestem we Kalifornii, ona w Michigan, coś zaczęło się psuć już dawno, ale łudziłem się, że może da się to naprawić. Teraz jeszcze ma do mnie pretensje, że tu przyjechałem, że w końcu chciałem się pogodzić z Tylerem i z tobą. Jest zazdrosna o ciebie…
-Ale nie ma o co, przecież my się tylko przyjaźnimy – powiedziałam.
Nie lubiłam jej, ale skoro Tyl był z nią szczęśliwy musiałam akceptować ich związek, to przez nią zepsuła się nasza przyjaźń, ale teraz nie czułam się lepiej, przecież szczęście przyjaciela było dla mnie naprawdę ważne. Tyler znów się odezwał:
-No właśnie. Ale kiedy powiedziałem jej, że chcę jechać do Decatur do Titiego, a potem do ciebie do Brookhaven wpadła w szał, kazała mi wybierać między nią, a wami. Zaryzykowałem i przyjechałem tutaj. Nie wiedziałem jak to wszystko się ułoży, ale powoli zaczynałem mieć jej już dosyć.

-Dobrze wiesz, że nigdy jej nie lubiłam, ale zawsze liczyło się dla mnie twoje szczęście. Nie wiem co teraz czujesz, ale jeśli ją kochasz to wracaj do Michigan, nie kończ tego związku ze względu na mnie i Titiego. – powiedziałam to, chociaż było mi strasznie ciężko, dopiero co odzyskałam najlepszego kumpla, a już mogłam go stracić po raz drugi. Długo się nie odzywał, w głębi serca nie chciałam, żeby wrócił do niej, pragnęłam, żeby został z nami, ale nie mogłam mu tego powiedzieć, przecież sama zaproponowałam mu powrót do Alice.

piątek, 24 lipca 2015

Cztery

Bardzo długo nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o nim, o wiadomości, o tym jak mówił, że mnie kocha, że jestem najważniejsza. Przecież jak się kogoś kocha, to się go nie zdradza. Jeszcze ona, wielka przyjaciółka.. Wiedziała, jak bardzo kocham Isaaca i że naprawdę chcę z nim być. Myślałam, że mogę na nich liczyć, że jestem dla nich kimś ważnym tak jak oni dla mnie, okazało się jacy są naprawdę. Mój świat runął. Myślałam, że już powoli stanęłam na nogi, ale kiedy napisał znów byłam bezradna. Wiedziała, że nigdy nie odpuszcza, że zawsze dąży do celu i się nie poddaje, ale w tej sprawie nie widziałam już dla nas szansy. Być może dla niego to był tylko błąd, ale dla mnie nie.. Chciałam jechać po rzeczy na Brookhaven, żeby móc definitywnie zamknąć ten rozdział mojego życia. Nie mogłam jednak zrobić tego sama, bo nie wiem jak zachowam się, gdy spotkać Isaaca sam na sam. Postanowiłam poprosić Hoechlina, bo Posey był zbyt impulsywny i jeszcze zrobiłby coś głupiego. A poza tym ma teraz ważne mecze. Zeszłam na dół. W salonie siedział Hoechlin, bo Tyler był już na treningu. Na stole w kuchni jak co dzień stało śniadanie. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Dzień dobry, jak tam?
- A dzień dobry. Jest dobrze, wyjaśniliśmy sobie wszystko. Nie wiesz jak się cieszę.
- To super, wiedziałam, że Tyler nie zostanie obojętny na to, że tu przyjechałeś. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- A co z tobą? Płakałaś? Źle wyglądasz.. – powiedział zmartwiony.
- Nie, nie płakałam. – odwróciłam twarz, zbyt dobrze mnie znał, żebym mogła to przed nim ukryć.
- Przecież widzę. Co się dzieje?
- Nic. Rozstałam się z Isaacem.
- Co?! – krzyknął zdziwiony.
- Zdradził mnie z Malią.- znów zalałam się łzami, było mi naprawdę ciężko.
- Żartujesz?
- A wyglądam jakbym żartowała? Jestem u Titiego, bo nie umiem im wybaczyć.
- Co za palant, a ona nie lepsza.
- Kochałam go, nadal go kocham.. – powiedziałam i zaniosłam się płaczem. Hoechlin przytulił mnie, tak bardzo tego potrzebowałam. Chciałam, żeby siedział tak ze mną wieczność. Z nim czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że nikt mnie nie skrzywdzi.  – Mam do Ciebie prośbę.
- No mów, słucham.
- Muszę jechać do mieszkania po rzeczy. Nie chcę tam być sama, a Titiego nie mogę poprosić bo ma trening, przed sobą ważne mecze, nie chce zawracać mu głowy. Mógłbyś pojechać tam ze mną?
- Jasne, przecież nie puszczę cię tam samej. To kiedy jedziemy?
- Możemy nawet zaraz, tylko się ubiorę, jakoś ogarnę.
- Okej, czekamy na Tylera?
- Nie, zostawię mu liścik.
- Dora, to zjedz coś i leć się ubrać.
Nie miałam ochoty na jedzenie, ale skoro zrobili już dla mnie śniadanie to zjadłam. Byłam bardzo wdzięczna Tylerowi za to, że pojedzie tam ze mną, nie miałam siły żeby być tam sama. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, umalowałam. Na szafce w przedpokoju zostawiłam list do Titiego i wyruszyłam ze Hoechlinem w drogę. Bałam się, miałam nadzieję, że nie zastanę go w domu. Na miejscu byliśmy dosyć szybko, bo Tyler lubi szybko jeździć. Po drodze zadzwonił Titił, nie był zły. Rozumiał, że nie chciałam, żeby zaniedbał trening. Kazał mi być silną, powiedział kilka słów, którymi dodał mi pewności siebie. Kiedy jechaliśmy zapytałam Tylera o to, co u niego słychać, chciałam, żeby opowiedział mi jak mu tam we Kalifornii jest. Mówił o tym jak tam trafił, jak zgrał się z chłopakami z planu, że współpracuje mu się tam bardzo dobrze. Cieszyłam się, że jest szczęśliwy. Mimo tego, że był tak daleko życzyłam mu przecież jak najlepiej. Dojechaliśmy na miejsce, miałam mieszane uczucia. Weszliśmy do budynku, byliśmy pod drzwiami, a ja trzęsącą ręką chwyciłam klamkę, na moje nieszczęście drzwi były otwarte, wiedziałam, że zastanę go w środku. Hoechlin został w korytarzu, a ja weszłam do pokoju. Panował tam kompletny chaos. Ciuchy były porozrzucane na podłodze, na kanapie, a na stoliku stała sterta talerzy i kubków. Nikt nie dbał o porządek. Siedział na fotelu. Oglądał powtórkę jakiegoś meczu w TV. Kiedy go zobaczyłam moje serce zaczęło mocniej bić, a ciało przeszły dreszcze. Siedział w krótkich, zielonych spodenkach i w białej koszulce bez ramiączek. Znałam to ciało doskonale, każdą najmniejszą cząstkę, tak bardzo za nim tęskniłam… To był ten chłopak, którego kochałam, z którym chciałam spędzić całe życie. Jednak z drugiej strony pojawiał się obraz jego w łóżku z inną, to przysłoniło wszystko, sprawiało, że moje uczucie do niego choć było strasznie silne, gasło. Kiedy się odezwał w moim brzuchu było chyba milion motylków, które szalały. Serce mówiło: Pocałuj go, przecież go kochasz! Ale mózg był czujny i powtarzał tylko: to dupek, który Cię skrzywdził, nie zwracaj na niego uwagi!
-Kochanie, proszę cię, porozmawiajmy!
Myślałam, że zmięknę i rzucę mu się w ramiona, w końcu tak bardzo tego pragnęłam, jednak przezwyciężyłam to i odparłam sucho:
-Nie mamy o czym, przyjechałam tylko po swoje rzeczy.
-Ale ja cię kocham! Nie skreślaj mnie przez ten głupi błąd! Proszę! Kocham cię! Rozumiesz?
-Ja też cię kocham i co? – sama siebie zaskoczyłam, że powiedziałam mu, że go kocham.
-Skoro mnie kochasz, to daj mi jedną małą szansę… Proszę…
-Nie umiem – powiedziałam to  a w oczach stanęły mi łzy, czułam, że zaraz się rozpłaczę, dlatego wróciłam do pakowania swoich rzeczy. Wpychałam wszystkie swoje ciuchy z szafek do toreb, które wynosiłam na korytarz, a Hoechlin transportował je od razu do samochodu. Przez te dwa lata, podczas, których mieszkaliśmy ze sobą trochę się tego uzbierało. Kiedy Tyler wychodził z kolejnymi rzeczami powiedziałam mu, żeby czekał już na dole, bo to ostatnia walizka. Kiedy zszedł na dół Isaac podszedł do mnie i chwycił moją za rękę. Popatrzyłam na niego przez chwilę, ale odwróciłam wzrok.
-Popatrz mi w oczy i powiedz, że to koniec i już nie chcesz ze mną być – powiedział.
W mojej głowie biło się tysiące myśli, w końcu odpowiedziałam:
-Kocham cię i naprawdę chciałabym z tobą być, ale nie umiem ci tego wybaczyć. Zniszczyłeś wszystko.
-Może spróbujmy chociaż.
-Przykro mi, ale nie.
-Gdybym mógł cofnąć czas…
-Ale nie możesz – przerwałam mu, bo czułam, że tego nie wytrzymam, tak bardzo chciałam rzucić mu się w ramiona, przytulić go, powiedzieć, że chcę, żeby było jak dawniej, przecież byliśmy ze sobą szczęśliwi przez tak długi czas.
-Zerwałem z nią kontakt, od razu tamtego dnia, wyrzuciłem ją stąd.
-Ale to już nic nie zmieni. Zrozum, że to koniec.
-Dla mnie nie, będę o ciebie walczył, zrobię wszystko, żebyś wróciła.
-Lepiej będzie dla nas obojga jak zapomnimy o sobie…
-Będzie jeszcze lepiej jak dasz mi szansę, proszę cię…
Było mi bardzo ciężko, chciałam uwolnić się z jego uścisku, ale nie mogłam, nadal trzymał moją rękę, nie mógł przyjąć do wiadomości, że odchodzę już na zawsze, że to co było nie wróci.
-Nie utrudniaj tego – powiedziałam ze smutkiem.
Wtedy puścił moją rękę, a w jego oczach zobaczyłam coś dziwnego, był smutny, może nawet zrozpaczony. Zabrałam jeszcze ostatnią torbę i udałam się do drzwi zamykając je, czułam, że zamykam cholernie szczęśliwy i mimo wszystko piękny rozdział mojego życia, kiedy wyjdę nie będzie już powrotu, wszystko zostanie za mną. Bałam się tego, ale to była jedyna słuszna decyzja i jedyna, którą mogłam podjąć. Chciałam wrócić tam, powiedzieć, że chcę z nim być mimo wszystko, ale coś mówiło mi, żebym tego nie robiła. Zeszłam na dół. Tyler czekał już koło samochodu.
-Wszystko dobrze? – zapytał chowając ostatnią walizkę do samochodu.
-Nie Tyler, nic nie jest dobrze – odpowiedziałam mu i wsiadłam do samochodu.
Do Hoechlina zadzwonił telefon, więc jeszcze stał na zewnątrz i rozmawiał, a ja rozmyślałam. Miałam nadzieję, że przyjazd tu pozwoli mi jakoś zapomnieć o nim, zostawić to wszystko w tyle, ale tylko pokazał mi jak bardzo kocham Isaaca. Czułam się beznadziejnie. 

niedziela, 19 lipca 2015

Trzy

Perspektywa Tylera

Czekałem zdenerwowany w salonie, podświadomie bałem się, że Tyler nie przyjdzie, że przez moją głupotę to wszystko runie już na zawsze i nie będziemy potrafili nawet ze sobą rozmawiać. Rozmyślałem co jeszcze mogę zrobić, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Wtedy Lenka wyszła z jego pokoju. Wysłała mi pokrzepiające spojrzenie które dodało mi nadziei, wierzyłem, że teraz będzie już tylko lepiej. Usiadła obok mnie, a kiedy zapytałem czy czegoś się dowiedziała, nie odpowiadała, nawet na mnie nie spojrzała. Wtedy zacząłem wątpić w to, że jeszcze kiedyś między mną, a mimo wszystko moim najlepszym przyjacielem będzie dobrze, zaczął ogarniać mnie strach. Tak bardzo żałowałem tego co się stało, nie mogłem dopuścić, żeby to z mojego powodu nasza przyjaźń przestała istnieć. To nie mogło się tak skończyć. Nie liczyłem na to, że od razu będzie jak dawniej. Chciałem tylko z nim porozmawiać, wyjaśnić wszystko. Siedzieliśmy w ciszy, żadne z nas nie chciało nic powiedzieć. Ta niepewność zaczynała mnie już męczyć.

Perspektywa Leny

Nie mogłam już znieść tej ciszy, ale z drugiej strony nie chciałam się  odzywać. Nie chciałam mówić nic co mogło by zaboleć Tylera, nie miałam przecież pojęcia co Posey zrobi. W końcu odezwał się Hoechlin:
- To ja już chyba będę szedł. Nic tu po mnie.
- Miałeś zostać na kilka dni,
- W tej sytuacji to chyba zły pomysł. Biorę te płyty i już mnie nie ma.
Podeszłam do niego i przytuliłam. Widziałam, że jest strasznie smutny, nie wiedział za bardzo co ma robić. Odwzajemnił uścisk. W tym momencie było mi go tak bardzo szkoda, chciałam poprawić mu humor, ale nie mogłam nic zrobić. Ta bezsilność mnie przytłaczała. Staliśmy tak chwilę i wtedy powiedział:
- Naprawdę nic tu po mnie. Jakbyś chciała się spotkać, czy po prostu pogadać to masz mój numer, dzwoń kiedy chcesz.
- Jasne.. Ty też możesz na mnie liczyć.
Siłą powstrzymywałam łzy, wiedziałam, że jeśli teraz wyjdzie, to będzie już po wszystkim w myślach przywoływałam Titiego, chciałam, żeby zatrzymał Tylera! A on jak na złość nie schodził. Bałam się, że podjął nieodpowiednią decyzje, bo on tak samo jak ja tęsknił za Hoechlinem.

Perspektywa Posey’a.

Siedziałem w tym cholernym pokoju i nie wiedziałem co robić. Mój przyjaciel, tak mimo wszystko nadal przyjaciel czekał na dole, na mój znak, przyleciał z Kalifornii, specjalnie żeby się pogodzić, a ja nawet nie umiem ruszyć dupy, żeby do niego pójść. Coś nie pozwala mi tam zejść, sam siebie nie rozumiem, przecież w głębi serca czuję, że muszę to zrobić. W końcu przez tyle lat byliśmy sobie jak bracia, zawsze mogłem na niego liczyć, a on na mnie. Jednak nie umiem zrozumieć, czemu odsunął się tak kiedy pojawiła się ta jego dziewczyna. Może rzeczywiście mu zależy skoro tu jest? Brakowała mi go tak samo jak Lence, a może nawet bardziej. Usłyszałem klapnięcie drzwi. Myślałem: żeby tylko nie było za późno, żeby nie było za późno.. Ruszyłem co sił w nogach na dół, po drodze mało się nie zabijając. Wybiegłem na dwór, na szczęście nie zdążył jeszcze odjechać. Właśnie wsiadł do samochodu. Musiałem go zatrzymać, nie mogłem pozwolić na to żeby odszedł drugi raz.
- Tyler! Zaczekaj! – krzyknąłem. Odwrócił się, widziałem radość, a zarazem niepewność w jego oczach,
- Tak?
- Możemy porozmawiać? – zapytałem.
- Jasne, w końcu po to tu przyjechałem.
Weszliśmy do domu. Na kanapie siedziała chyba trochę oszołomiona całą sytuacją Lena. Była zadowolona, że wróciliśmy razem.
- To ja nie będę wam przeszkadzać. – powiedziała i poszła do siebie.
Przeprowadziliśmy z Tylerem bardzo szczerą rozmowę, wyjaśniliśmy sobie wszystko. On przedstawił swoje racje, wytłumaczył dlaczego tak było. Ja też powiedziałem mu co mnie boli.
- Tęskniłem. – powiedział nagle
- Ja też. Często myślałem, co mógłbym zrobić, ale myślałem, że znów nie będziesz miał czasu, że znów zabraknie dla mnie miejsca w twoim świecie.
- A ja się bałem, że nie będziesz chciał ze mną gadać. Kiedy wychodziłem właściwie straciłem już nadzieję.
- Na szczęście w ostatniej chwili coś w środku kazało mi wybiec za tobą.
- Na szczęście – powiedział i uśmiechnął się.

Perspektywa Leny

Poczułam ogromną ulgę kiedy zobaczyłam jak Tyler wybiega z domu, a kiedy zobaczyłam ich razem wchodzących do domu naprawdę byłam szczęśliwa. Nie chciałam im przeszkadzać, wolałam, żeby porozmawiali sobie wreszcie szczerze i wyjaśnili wszystko. Poszłam pod prysznic. Wykąpałam się, ubrałam pidżamę i zeszłam na dół. Widok dwóch najlepszych przyjaciół siedzących na kanapie, żartujących i opowiadających sobie to co się u nich działo przez ten czas sprawił, że moje serce się radowało. Wiedziałam, że Tyl zostanie u nas na kilka dni, nie przeszkadzałam im już. Chciałam, żeby nacieszyli się tym wielkim powrotem do normalności. Jutro jednak im nie odpuszczę, będą musieli spędzić ze mną cały dzień. Może nawet namówię ich na zakupy. Wiem, że w głębi serca lubią wybierać ciuchy, chociaż udają twardzieli, którzy na zakupy nie chadzają. Mimo, że nie było jeszcze późno to byłam zmęczona i chciałam położyć się do łóżka. Zanim jednak poszłam spać, wzięłam laptopa i słuchając muzyki sprawdziłam co tam nowego dzieje się w świecie Internetu. Weszłam na facebook’a, a tam wiadomość od Isaaca:

Kochanie przepraszam. Kocham Cię jak nikogo innego, to był błąd, nawet nie wiem jak to się stało. Kiedy wróciłem była pod mieszkaniem, wpuściłem ją. Potem wszystko działo się tak szybko, nawet nie wiem jak do tego doszło.. Wiem zachowałem się jak dupek, masz prawo mnie nienawidzić. Wiem też, że nie będziesz w stanie mi wybaczyć, jednak proszę Cię daj mi szansę, jedną jedyną szansę. Obiecuję, że Cię nie zawiodę. A taka sytuacja już się nigdy nie powtórzy. Nie przekreślaj tych trzech lat ot tak. Nie wierzę, że już Ci nie zależy. Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby naprawić to co przez swoją głupotę zepsułem. Nie chciałem tego. Lenka, jesteś dla mnie najważniejsza! Być może to dla Ciebie puste słowa, ale tak jest. Uwierz mi. Proszę, odezwij się do mnie. Daj jakikolwiek znak, że żyjesz. Nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz na smsy, martwię się o Ciebie. Wybacz mi.. Niezależnie od Twojej decyzji, wiedz, że zawsze będę Cię kochał i będziesz dla mnie najważniejsza.

Znów wszystko wróciło, znów byłam w rozsypce. Jedna głupia wiadomość sprawiła, że obojętność, którą udało mi się stworzyć przez te kilka dni znikła, znów było beznadziejnie. Kochałam go, ale nie będę umiała mu już zaufać. Nie chcę tak żyć, żeby na każdym kroku podejrzewać go o to, że znów mnie zdradzi, że może się z nią spotka. A pewnie by tak było. Myślałabym ciągle o tym, to nie byłoby dobre dla nas obojga. Jednak moje uczucie do niego nadal było aktualne, nie przestałam go kochać, chociaż bardzo chciałam to nie potrafiłam go wyrzucić z mojego serca. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, nie umiałam dobrać odpowiednich słów. Napisałam do niego tylko:

Bardzo bym chciała, ale niestety nie umiem. Jednak na zawsze pozostaniesz dla mnie kimś ważnym.


Na nic więcej nie było mnie stać. Nie w tym momencie. Znowu za dużo myślałam o tym wszystkim, nie mogłam z głowy wyrzucić tego widoku z pokoju, kiedy weszłam tam tamtego dnia. Było jeszcze kilka wiadomości ale nie chciałam ich już czytać. Jedyne o czym marzyłam w tym momencie to sen, ale kiedy położyłam się, nie mogłam usnąć. Płakałam, czułam się tak beznadziejnie bezradna. 

czwartek, 16 lipca 2015

Dwa

-Hej Lenka. – powiedział. Dobrze znałam ten głos, prze kilka lat słyszałam do niemal codziennie, przez te kilka lat byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, on, ja i Tyler. Nie mogliśmy bez siebie wytrzymać, kiedy nie widzieliśmy się codziennie dzwoniliśmy do siebie, wymienialiśmy setki smsów. A potem coś się popsuło. Między nim a Posey’em nie było już dobrze, zresztą ode mnie też się oddalił, był oschły, zachowywał dystans, mnie to męczyło. W Atlancie widywaliśmy się kilka razy, ale między nami powstał jakiś mur, którym on się otoczył i zamknął ze swoją dziewczyną. Nie dopuszczał do siebie nikogo. A ja z Titim nie chcieliśmy się tam pchać na siłę.
- Hej. Co ty tutaj robisz. – zapytałam zdziwiona.
- Ładnie witasz przyjaciela. Miałem akurat wolne to przyjechałem na mecz i przy okazji chciałem zabrać jeszcze płyty, które zapomniałem z mieszkania, a jakoś nie było okazji wziąć ich wcześniej. Nie chciałem prosić Titiego, żeby mi je wysłał.
- Po prostu jestem zdziwiona, że Cię tu widzę, w dodatku samego bez Alice.
- Alice jest w Michigan, nie mogła ze mną przyjechać.
- Oh, tak mi przykro. – odpowiedziałam ironicznie. Nie lubiłam tej dziewczyny, a on doskonale o tym wiedział. – Co u ciebie słychać? – zapytałam.
- Wszystko w porządku, w Kalifornii jest fajnie, kręcimy kolejny sezon, nowi ludzie.. jednak cholernie mi was brakuje.
- Mi ciebie też.. – powiedziałam i rozkleiłam się. Podszedł i przytulił mnie. W tym momencie moja cała niechęć do niego znikła. Znów widziałam w nim dawnego Tylera-chłopaka, z którym się przyjaźniłam, który wiedział o mnie wszystko, z którym mogłam gadać cały czas, albo po prostu pomilczeć. Znów był tym chłopakiem, którego uwielbiałam, było tak jak kiedyś. W tej chwili nadszedł Posey, zobaczył nas wtulonych w siebie i chyba za bardzo nie wiedział co powiedzieć, kogo jak kogo, ale Hoechlina się tu nie spodziewał. Pierwszy zauważył go Tyler, odsuną ł mnie delikatnie i powiedział do Posey’a:
- Cześć. Gratulację, zagrałeś naprawdę dobry mecz. – starał się być miły, nie wiedział jak przyjaciel zareaguje na jego pojawienie się w Atlancie.
- Cześć. Dziękuję. Co ty tu robisz? – zapytał.
- Mam teraz trochę wolnego, przyleciałem, odwiedzam stare śmieci, a że był ciekawy mecz to przyjechałem też tutaj. I chciałem jeszcze przy okazji odebrać płyty, które zostawiłem w naszym mieszkaniu.
- Nie musiałeś się fatygować osobiście, wystarczyło napisać, a wysłałbym ci je pocztą.- odpowiedział chłodno łapacz, widać było, że zachowuje dystans, nawet nie stara się być miły.
- Chciałem jednak przyjechać. – odpowiedział Tyler – poza tym chyba czas, żebyśmy pogadali.- dodał.
- Nie mamy już o czym. – odpowiedział Posey- To co jedziemy do domu Lenka? – powiedział do mnie.
- Wolałabym pojechać z Tylerem. Chcę z nim porozmawiać. Mogę Tyler?- zapytałam.
- Jasne, możemy razem.- odpowiedział przyjaciel.
- Okej, jak chcesz to jedź z nim. – powiedział Titi, a w jego głosie było słychać smutek.
- No to w takim razie widzimy się w domu Kocie!
- Do zobaczenia.
Powiedział to i poszedł do swojego samochodu całkowicie ignorując Hoechlinga. A ja z Tylerem wsiadłam do jego samochodu.
- To gdzie jedziemy? Chciałbym na spokojnie porozmawiać.
- Tam gdzie zawsze się spotykaliśmy? – zaproponowałam.
- Dobry pomysł, jedziemy tam.
Droga do naszego ulubionego baru minęła w milczeniu. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę, on zresztą chyba też. Nie była dla mnie jednak kłopotliwa, zastanawiałam się co mu powiedzieć i jak pomóc, chciałam, żeby pogodził się z Titim. Dojechaliśmy do celu. Tyler jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi samochodu. Wysiadłam i weszliśmy do lokalu. Tak jak mój towarzysz, zamówiłam tylko sok pomarańczowy, nie miałam ochoty na nic innego. W końcu przerwał milczenie i zapytał lekko zakłopotany:
- Co ja mam zrobić, żeby było normalnie? Tyler nawet nie chce ze mną rozmawiać. A ja już nie wiem co zrobić, żeby było normalnie? Płyty były tylko pretekstem, żeby móc z nim porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić. Lenka, przecież przez tyle lat byliśmy najlepszymi kumplami! Czy on naprawdę już to wszystko przekreślił?
- Nie wiem co masz zrobić, naprawdę nie wiem. Dobrze znasz Tylera, jego zaufanie nie łatwo zdobyć i jak raz się go nadużyje, potem ciężko to naprawić.
Rozmawialiśmy tak o Titim, o naszej przyjaźni i o tym co doprowadziło do tego, że teraz jest jak jest. Hoechlin był gotowy na wiele poświęceń, byle tylko odzyskać przyjaźń Titiego. Zaimponował mi tym, że tak walczył o to by znów było dobrze. Wiedziałam, że zrobi wszystko, żeby tak było. Postanowił zostać w Atlancie na kilka dni, żeby mieć czas do poukładania wszystkich spraw. Wyszliśmy z baru, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu. W drodze zapytał:
- A co u ciebie i Isaaca?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, nie chciałam o tym gadać, nie chciałam, żeby to wszystko wróciło.
- Nie jest dobrze, trochę nam się nie układa, ale nie rozmawiajmy o tym.
- Jak chcesz, nie naciskam. Jeśli będziesz chciała sama powiesz.
Kiedy byliśmy kiedyś pod wspólnym, teraz pod Titiego mieszkaniem Tyler wydawał się być niepewny siebie i smutny. Chyba naprawdę chciał naprawić relacje z przyjacielem. Bardzo rzadko widziałam go w takim stanie. Nie chciałam go takiego oglądać, miałam dość tego smutku. Weszliśmy do mieszkania, było ciemno, ale Tyler musiał wrócić, bo w garażu stał jego samochód. Powiedziałam przyjacielowi, żeby poczekał na dole, a sama udałam się do pokoju Posey’a, chciałam z nim jeszcze porozmawiać zanim zrobi to Tyler.
- Kocie. – zaczęłam przymilnie. – jemu naprawdę na tobie zależy, nie przyjechał tu po te głupie płyty, tylko po to, żeby naprawić to co zepsuł.
- A ty tak dobrodusznie od razu rzuciłaś mu się w ramiona i wybaczyłaś? – zapytał poirytowany.
- Nie, po prostu chcę, żeby znów było normalnie, nie ma go tu z nami, od dawna się z nim nie widujemy. I cholernie mi go brakuje, nie udawaj, że tobie nie!
- Brakuje mi go, ale to on zamknął się w swoim świecie i zabrakło w nim miejsca i dla mnie i dla ciebie, to on wybrał, nie my.
- Dlatego przyjechał i chce wszystko naprawić. Jeśli ty też tego chcesz to zejdź na dół do niego, a jeśli masz go gdzieś to zostań tu w pokoju i patrz jak twój najlepszy przyjaciel odchodzi, a ty zmarnowałeś być może jedyną okazję do naprawienia tego!- po tych słowach wyszłam z pokoju nie miałam zamiaru już go namawiać, zresztą to by i tak nic nie zmieniło, on na pewno już podjął decyzję. Doskonale wiedziałam, że Tylerowi jest ciężko w tej sytuacji, ale nie mogłam przecież nic zrobić. Tyler starał się jak tylko mógł, ale on też wiedział, że Posey łatwo nie wybacza i ciężko będzie odbudować to co się popsuło. Po wyjściu z pokoju widziałam jak Tyler siedzi smutny na kanapie, posłałam mu pokrzepiające spojrzenie, które skwitował uśmiechem. Nie wiedziałam czy Titi zejdzie na dół, dlatego ja tam poszłam.
- I co? – zapytał Tyler i spojrzał wyczekująco.

Nie odpowiedziałam, nie chciałam zabierać mu nadziei poza tym i tak nie wiedziałam co mam powiedzieć. 


_________

Witajcie! Wstawiam kolejny rozdział. Mam prośbę, jeśli ktoś to czyta, proszę zostawcie po sobie jakiś komentarz! :)
Pilczii. 

poniedziałek, 13 lipca 2015

Raz

Kolejne dni mijały tak samo. Gdy wstawałam rano Tylera nie było. W kuchni znajdowałam przyrządzone przez niego śniadanie i kartkę, żebym się uśmiechnęła oraz godzinę jego powrotu. Jadłam śniadanie i starałam się przygotować jakiś obiad. Gdy Titi wracał z treningu, jedliśmy razem obiad i znów jechał tym razem popołudniowy trening. A ja zostawałam i próbowałam zapomnieć. Nie ułatwiał mi tego Isaac, który wydzwaniał przez cały czas. Postanowiłam jednak nie obierać. Na uczelnię nie chodziłam, bo egzaminy miałam pozaliczane, a od przyszłego semestru miałam zamiar się przenieść. Nie wychodziłam nigdzie, bo miałam nieliczne ubrania, które kiedyś zostawiłam u Posey’a i te, w których byłam tamtego feralnego dnia. Na razie nie miałam siły wracać po żadne rzeczy do domu. Siedziałam właśnie na kanapie jedząc lody i oglądając po raz kolejny „Przyjaciół”, gdy do salonu wszedł Tyler.
- Mam dla ciebie niespodziankę –powiedział- w sobotę gramy z Metsami i załatwiłem Ci bilet. Tak wiem, jestem wspaniały nie musisz mi dziękować.
- Ale ja nie chcę nigdzie wychodzić.
- Siedzisz tu od kilku dni, musisz w końcu wyjść do ludzi. No weź, będzie fajnie. Nie daj się prosić.
- No nie wiem
- No chodź.                   
- No dobra, ale jest jeden warunek. Musicie im skopać tyłki, ale nie za bardzo, bo wiesz, że ich też lubię. – powiedziałam.
- No dobra, postaramy się ich nie zdemolować. – odpowiedział Tyler i zaczął się śmiać.
- To kiedy ten mecz? – zapytałam, bo chociaż bardzo kocham baseball, to przez to co się wydarzyło w ostatnim czasie byłam w tyle ze wszelkimi informacjami.
- Jutro o 18. Jedziemy razem czy osobno? W sumie głupie pytanie, jedziesz ze mną, samej cię nie puszczę.
- O dzięki, że dałeś mi zdecydować.
- No to wyjeżdżamy o 16. A teraz zmykam pod prysznic.
- Okej, okej.
Propozycja Posey’a  na wyjście na mecz poprawiła mi humor. Lubiłam Metsów, od zawsze był moim ulubionym klubem. Jednak najbardziej kibicuję Tylerowi, niezależnie kto jest przeciwnikiem Atlanty, chcę, żeby to on cieszył się ze zwycięstwa. Nie mogłam doczekać się tego meczu. Tak dawno nie widziałam go grającego, a kiedyś uwielbiałam ten widok, zresztą nadal tak jest. Następnego dnia to ja wstałam wcześniej, zrobiłam śniadanie i z uśmiechem czekałam na Posey’a.
- Hej śpiochu. – przywitałam go promiennie.
- No witam ranny ptaszku. –odpowiedział- co się stało, że ty już na nogach?
- Chciałam ci zrobić niespodziankę, masz dziś mecz, więc to ja przygotowałam śniadanie.
- Ooo, dziękuję.
- Nie gadaj tylko jedz. – mówiąc to podałam mu talerz z kanapkami.
Po śniadaniu rozpoczęliśmy przygotowania do meczu. Przez pół godziny szukałam odpowiedniej koszulki, ale nie mogłam żadnej znaleźć W sumie to nie miałam w czym szukać, bo nie mam praktycznie żadnych rzeczy. Zapukałam do pokoju Titiego i zapytałam:
- Hej kocie. Mam problem, nie mam może jakiejś koszulki na zbyciu, bo nie mam się w co ubrać..
- Poczekaj, powinienem coś znaleźć. O tu mam z tamtego sezonu meczową, może być?
- Tak. Jest super, dziękuję.
- Nie ma za co- powiedział i uśmiechnął się tak jak on potrafi najpiękniej.
Wróciłam do swojego tymczasowego pokoju, ubrałam koszulkę Posey’a i spojrzałam w lustro. Było w porządku. Pomalowałam jeszcze rzęsy, nałożyłam błyszczyk i byłam gotowa do wyjścia. Zeszłam na dół. Tam czekał już na mnie łapacz.
- To co idziemy? – zapytał
- Jasne.
Wyszliśmy z mieszkania. Wsiadłam do jego klubowego, wypasionego samochodu. Tyler  wrzucił najpierw sportową torbę do tyłu i dopiero wszedł do auta.
- Wow uszanowanko. Taka fura.- powiedziałam z uśmiechem.
- Tak wiem, jest super. I niestety nie dam ci poprowadzić, jest dla mnie zbyt cenna.
Udawałam obrażoną, ale po chwili, gdy Posey włączył nasze ulubione piosenki nie potrafiłam się gniewać, jechaliśmy na stadion fałszując niemiłosiernie kolejny raz kawałek AC/DC. Po chwili dojechaliśmy na stadion i nasze piękne śpiewnie ucichło. Łapacz wskazał mi miejsce, w które mam się udać. Kazał mi się porozglądać na obiekcie, bo kibiców i tak jeszcze nie ma, a on musi iść teraz do szatni wysłuchać ostatnich uwag od trenera Buttsa i reszty staffu. Zapytałam go tylko o to gdzie mam miejsce, powiedział, że z taką wejściówką jaką mam mogę być wszędzie, byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Udałam się na trybuny, które o tej porze były jeszcze puste, ale pewnie w trakcie meczu nie będzie wolnego miejsca. Kibice w Atlancie kochają baseball, a dodatkowo przeciwnikiem są Metsi, więc stadion będzie wypełniony. Ludzie zaczęli się powoli schodzić, więc poszłam na swoje miejsce, które znajdowało się tuż obok ławki Braversów. Mecz był naprawdę emocjonujący. Po ostatnim inningu było słychać tylko radość kibiców Atlanty. Oczywiście, nie mogliśmy po meczu iść od razu do samochodu. Posey został z kibicami rozdając autografy, później udzielał jakiś wywiadów. Ja nie pchałam się tam, więc udałam się do środka stadionu. Weszłam w korytarz który prowadził do szatni obu zespołów, usiadłam na podłodze i czekałam. Nagle usłyszałam piski dziewczyn i chłopaka który biegł oglądając się za siebie. Nie zauważył mnie i po chwili potknął się i runął jak długi.
- Uważaj jak chodzisz! – krzyknęłam
- Przepraszam, nie widziałem Cię. Poza tym nie spodziewałem się, że ktoś będzie siedział w drodze do szatni, na środku podłogi. – powiedział chłopak i wstał.
- A ja nie spodziewałam się, że wpadnie na mnie jakiś wariat! – odgryzłam się.
- Kto normalny siedzi na drodze do szatni? Gdybyś się nie rozwaliła na całą drogę to bym na ciebie nie wpadł.
- Gdybyś się rozglądał to byś nie wpadł.
- No przeprosiłem przecież. – powiedział już bardziej przyjaznym tonem.
- Dobra, nie ma sprawy. – powiedziałam i zaczęłam zmierzać ku wyjściu, nie miałam ochoty z nim dyskutować.
- Poczekaj!- krzyknął- może jakaś kawa w ramach przeprosin?- zapytał.
- Może.. – odpowiedziałam i wyszłam na zewnątrz.

Powoli wszyscy zawodnicy zaczęli wchodzić do szatni. Stanęłam przed wejściem obserwując co się dzieje na zewnątrz, powolnie zmierzając do samochodu Posey’a. W końcu znudzona zaczęłam rozglądać się po okolicy, dawno tu nie byłam. Patrząc w dal dostrzegłam znajomą sylwetkę, nie wierzyłam w to co widzę, to nie mógł być on..

piątek, 10 lipca 2015

Prolog

- Nienawidzę cię! – krzyczę jeszcze i wybiegam z mieszkania. Mieszkania, w którym przeżyłam tak wiele pięknych chwil, a które teraz stało się miejscem do którego nie mam ochoty wracać. To co tam właśnie zobaczyłam sprawiło, że życie wywróciło się do góry nogami.
- Poczekaj to nie tak! – słyszę jeszcze jego głos.
- Pieprz się! – odpowiadam i znajduję się poza budynkiem.
Roztrzęsiona otwieram samochód i wsiadam. Nie wiem co mam robić. Daję upust emocją. Siedzę i po prostu płaczę. Jak oni mi to mogli zrobić? – myślę. Nienawidzę ich obojga. Dziwne uczucie, gdy po tylu latach tracę ich oboje naraz. Z nią znam się jeszcze z podstawówki, od zawsze byłyśmy nierozłączne. Wiedziała o mnie wszystko, ja o niej też. A on.. poznałam go kiedy byłam w drugiej klasie liceum, on wtedy skończył już szkołę, to była pierwsza prawdziwa miłość, która przetrwała wszystkie burze. Trzy stracone lata, które były cholernie szczęśliwe. Wiedziałam, że nie będę potrafiła mu wybaczyć.
Odpaliłam samochód i przez godzinę jeżdżę ulicami Atlanty. Nie wiem co ze sobą zrobić. W końcu postanawiam jechać do mojego najlepszego przyjaciela. Wiem, że tylko on będzie umiał mi pomóc. Podróż trwa długo przez cholernie korki, ale nie spieszę się. Przez całą drogę nie mogę wymazać tego widoku z głowy. Dlaczego mi to zrobili? To pytanie przewija się w mojej głowie bardzo wiele razy. Dojechałam na miejsce. Przez dłuższą chwilę nie wysiadam z samochodu. Nie wiem co mam powiedzieć. W końcu wychodzę i wchodzę do bloku. Pukam do dobrze znanych mi drzwi. Otwiera i widzę tą samą uśmiechniętą twarz, która wie zawsze jak mi pomóc. Jest lekko zaskoczony, że mnie tu widzi i że jestem w takim stanie. O nic nie pyta. Otwiera szerzej drzwi i gestem zaprasza mnie do środka. Wchodzę do salonu i siadam na kanapie.
- Przepraszam, że tu przyjechałam, ale nie wiem co mam ze sobą zrobić. – mówię i zaczynam płakać jeszcze bardziej.
- Nie przepraszaj. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. – mówi to i przytula mnie, pozwalając mi się wypłakać. – Chcesz pogadać? – pyta po chwili.
- Chyba tak.. Lepiej będzie jak to z siebie wyrzucę.
- No to zamieniam się w słuch.
- Odwołali mi zajęcia na uczelni, to stwierdziłam, że wrócę do domu wcześniej i zrobię mu niespodziankę. Miał być na planie zdjęciowym, więc chciałam przygotować coś specjalnego na jego powrót. Wchodzę do domu, ale drzwi były otwarte. Pomyślałam, że może on też wrócił wcześniej. Weszłam do salonu, a tam on z Malią.. w łóżku.. razem.. – znów zaczęłam płakać.
- Może to nieporozumienie? Nie wierzę, żeby mogli ci coś takiego zrobić.
- Wiem co widziałam.
- A to dupek! Ja już z nim porozmawiam!
- Nie. Proszę, nie rób nic głupiego.

- Chcę z nim tylko porozmawiać. Zresztą niedługo będę miał okazję.