Bohaterowie

poniedziałek, 9 listopada 2015

Sześć

Po długim milczeniu w końcu się odezwał:
-Nie żałuję, że tu jestem i jeśli miałbym wybrać jeszcze raz zrobiłbym to samo. Nie tęsknię za nią, nawet mi jej nie brakuje. Czuję, że wreszcie jestem naprawdę szczęśliwy.
-To chyba oznacza, że ci już na niej nie zależy…  - powiedziałam.
-Bo tak jest… ale ona teraz zadręcza mnie telefonami, a to ona kazała mi wybrać, właściwie to dzięki niej samej przejrzałem na oczy.
Zdziwiło mnie to co mówił, jeszcze niedawno przez myśl by mi nie przeszło, że on może powiedzieć coś takiego. Byłam przekonana, że on świata poza nią nie widzi, ale myliłam się miał jej dosyć tak samo jak ja czy Tyler. Cieszyłam się gdzieś tam w głębi duszy, że wybrał naszą przyjaźń i postawił wszystko na jedną kartę i nie bał się tego, że może mu się nie udać. Czułam, że odzyskałam go już tak na dobre i chociaż niedługo znów będzie w Italii to byłam szczęśliwa. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o nim i o Alice. Wytłumaczył mi to, że kiedy odsunął się od nas był ślepo zakochany, że myślał, że tak będzie dla niego najlepiej. Przeprosił za to, choć ja już dawno mu wybaczyłam. Kiedy tak siedzieliśmy sobie nie mając pomysłu co robić zdecydowaliśmy się obejrzeć jakiś film, nie chcieliśmy wychodzić, bo lada moment miał przyjechać Posey, ale gdy przysłał smsa, żebyśmy na niego nie czekali, bo jedzie do Matza „ustalać taktykę” na mecz z Washington Nationals to zaproponowałam:
-Może byśmy poszli na spacer?
-Nie chce mi się… nie możemy zostać w domu? Obejrzymy sobie film, będzie fajnie. – powiedział z nadzieją.
-No, ale ja cię tak ładnie proszę, Tyl.
-Ale jest zimno na dworze.
-Ale tak ładnie proszę, no zgódź się.
-Bardzo, bardzo? – zapytał z uśmiechem.
-Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo! – odpowiedziałam rozbawiona.
-To chodźmy, tylko ubierz się ciepło!
Weszłam na chwilę na górę, założyłam krótkie spodenki, bluzkę i klubową bluzę Titiego. Zaczynało się ściemniać, co dodawało Decatur uroku. Na nowo odkrywałam piękno tego miasta, poszliśmy w nasze dawne ulubione miejsce gdzie kiedyś spędzaliśmy bardzo dużo czasu. Od tamtej pory wiele się w naszym życiu pozmieniało. Ja przeszłam związek z Isaaciem, Tyler z Alice. Byliśmy w podobnej sytuacji, tyle, że aktor miał wpływ na decyzję o odejściu od swojej wybranki, a ja po prostu musiałam to zrobić, nie mogłam zostać z Walkerem, chociaż bardzo chciałam. Kiedy tak rozmyślałam o tym co się dzieje Tyl nieśmiało chwycił moją dłoń, nie spodziewałam się tego, ale odwzajemniłam uścisk i spojrzałam mu w oczy, były takie piękne, uwielbiałam je. Jego usta zaczęły się niebezpiecznie zbliżać do moich, chciałam jakoś zareagować, ale nie umiałam, a może po prostu nie chciałam oprzeć się pokusie. Kiedy nasze usta się złączyły poczułam miliony motyli w brzuchu, w tej chwili byłam naprawdę szczęśliwa, chociaż wiedziałam, że to nie jest dobre dla nas obojga. Chciałam, żeby to się nigdy nie skończyło. Najpierw zaczęliśmy delikatnie i nie śmiało, oboje niepewni co drugie zrobi, ale w końcu pocałunek przerodził się w zawziętą walkę naszych języków. Kiedy po chwili odsunęliśmy się od siebie nie wiedziałam co powiedzieć, ani zrobić. Hoechlin też wydawał się być oszołomiony. Popatrzyłam na niego niepewnie, czułam się winna, bo wiedziałam, że to nie miało prawa się wydarzyć, a jednak z chęcią powtórzyłabym to jeszcze raz. Tyler chwycił mój podbródek i uniósł twarz lekko do góry tak, że musiałam spojrzeć w jego oczy. Jedyne co teraz chciałam zrobić to znów wpić się w jego usta. Jednak nie mogłam tego zrobić. Wtedy on powiedział:
-Przepraszam…
-Nie przepraszaj, przecież to nie twoja wina.
-Jednak czuję się głupio, tyle lat się przyjaźnimy.. chociaż, nie chciałem tego mówić wcześniej, bo byłaś z Isaaciem, ja z Alice, nie chciałem komplikować sytuacji, ale teraz ty już z nim nie jesteś, ja też jestem wolny..
-Nie Tyl – przerwałam mu – nie chcę być pocieszeniem po Alice, jest za wcześnie na to wszystko, naprawdę.
-Ale ja myślałem o tym od dawna… Tak bardzo za tobą tęskniłem, kiedy byłem w Kalifornii, chciałem tu wrócić i powiedzieć ci o wszystkim, ale nie miałem odwagi..
Nie wiedziałam co powiedzieć. Mój najlepszy przyjaciel wyznaje mi, że mu się podobam, a ja nie jestem pewna swoich uczuć, nie chcę go skrzywdzić, ani odrzucić, jednak nie mogę przecież z nim być, jest za wcześnie, dopiero co zakończyłam jeden rozdział życia, a już miałam otwierać nowy?
-Tyl.. To się nie ma prawa udać. Przepraszam.
-To znaczy, że nie mam żadnej szansy?
-Nie wiem Tyler, nie wiem…
Powiedziałam, a w jego oczach zgasły iskry, które towarzyszyły mu od początku całego zajścia, był przygaszony, smutny, może trochę rozczarowany i zawiedziony. Czułam się winna, ale nie mogłam go oszukiwać, nie chciałam tego robić ze względu na naszą długoletnią przyjaźń. Znamy się tyle lat, a on teraz mi mówi, że mu się podobam? Kiedyś wiele bym dała, żeby to od niego usłyszeć. Podobał mi się na początku naszej znajomości, byłam wtedy małolatą, on już grał epizodyczne role w reklamach, imponował mi tym, poznawałam go coraz bliżej i coraz bardziej mi się podobał, chyba byłam w nim nawet zakochana, jednak poza przyjaźnią nie miałam na co liczyć, już wtedy kręciło się wokół niego tyle dziewczyn, nie chciałam nawet z nimi konkurować, w sumie to on nie zwracał na mnie uwagi jak na dziewczynę, byliśmy dobrymi przyjaciółmi, tyle.. a teraz to on Tyler Hoechlin za którym kiedyś szalałam mówi mi o swoich uczuciach skierowanych do mnie.. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony był Isaac, a z drugiej On. Ten pierwszy nie miał już u mnie szans. Chociaż nadal był kimś ważnym dla mnie, a tego drugiego kochałam, no właśnie kochałam, ale jako przyjaciela. A może jak kogoś więcej? Nie wiedziałam już nic, w mojej głowie był mętlik. Usiadłam na ławce, Tyl stał obok, w końcu również usiadł.
-Naprawdę kocham cię..


Nie odpowiedziałam. Nie chciałam ani go zranić, ani robić mu niepotrzebnej nadziei. Zrozumiał to chyba trochę opacznie, bo wstał z ławki i swoje kroki skierował w kierunku domu, patrzyłam za oddalającą się sylwetką, było mi przykro, ale przecież wiedziałam, że to nie mogło się udać, on za chwilę wraca do Kalifornii, a ja muszę poszukać mieszkania, ustatkować się, nie wyjadę z nim, a on nie zostanie w Nowym Jorku dla mnie. Z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, każda decyzja będzie zła. Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować. Nie chciałam wracać do domu, żeby na niego nie patrzeć… Chciałam zostać tu i wszystko sobie na spokojnie przemyśleć, żeby wybrać najlepsze rozwiązanie. Kiedy tak siedziałam i rozmyślałam zadzwonił telefon, numer nie był zapisany, jednak postanowiłam odebrać.